Czy Dreamland to państwo demokratyczne?

ustrój polityczny

Nowoczesne państwo uważane jest za demokratyczną instytucję prawa. Jednym zaś z kluczowych elementów definicji państwa demokratycznego jest suwerenny naród – grecki demos, który ma sprawować władzę. Patrząc zaś na teoretyczne podstawy demokracji i rzeczywistość polityczną nasuwa się pytanie, czy dreamlandzki naród naprawdę rządzi? Czy ma jakiś wpływ na sprawowane rządy? Wystarczy przyjrzeć się choćby obecnej sytuacji na naszej scenie politycznej, by znaleźć odpowiedzi.

Cementem naszego ustroju politycznego jest Król. Patrząc na jego rolę można śmiało powiedzieć, że jest to nie tylko pierwsza, ale i najpotężniejsza osoba w naszym państwie. Król jest zaprawą, która spaja wszystkie cegiełki organów władzy publicznej, bez względu na poziom (centralny i krajowy) czy podział (ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza). Absolutnie wszystkie najważniejsze organy władzy mogą pochodzić z woli Króla. Wystarczy wymienić. Terytorium Królestwa jest zarządzane przez Namiestników Koronnych i ewentualnie zarządców w Domenie Królewskiej – wszystkich wybiera Król. Systemami informatycznymi zarządza Szef KSI – wybierany przez Króla. Tak samo jest z Sekretarzem Heroldii, regentem, sędziami wszystkich sądów, Marszałkiem Armii Królewskiej, czy Następcą Tronu. Król również powołuje premiera i cały rząd, niezależnie od aktywności parlamentu. Rząd zaś bez wiedzy Króla nie może zarządzać polityką monetarną państwa – zatem pośrednio i CBD jest od władzy królewskiej zależny prawie całkowicie. Wokół Króla istnieją też instytucje, które mogą odgrywać ważną rolę – Dwór Królewski oraz Rada Królestwa. Marszałka Królewskiego Dworu trudno byłoby wybierać przez kogoś innego niż Króla. Członkami Dworu i Rady są zaś niemal w całości osoby znajdujące się tam z woli władcy. Wyjątek stanowią królowie seniorzy, gdyż obecny władca zasiada na tronie właśnie z ich woli. Należy także zaznaczyć szereg kompetencji królewskich, na czele z możliwością stanowienia prawa (tak samo może czynić Rada Królestwa, jeżeli parlament nie zostanie wyłoniony). Widać zatem, że w Dreamlandzie wszystkie drogi prowadzą do Ekorre, gdzie bije serce naszej państwowości. Zamiast słowa „demokracja” na usta ciśnie się „absolutyzm”. Ale! Po pierwsze królowie nie wykorzystują w pełni swoich prerogatyw, z własnej woli. Po drugie lęk przed absolutyzmem jest nieuzasadniony w dojrzałym państwie takim jak nasze. Są ustroje polityczne lepsze i gorsze. Wszystkie mogą być destrukcyjne. A po trzecie należy spojrzeć jak prawdziwy ustrój polityczny może być ukryty (celowo bądź przypadkowo) pod słowem „demokracja”.

W całym systemie politycznym lud – jedyny potencjalny konkurent Króla, jest wyraźnie od niego słabszy. Uczestnicząc w tzw. „święcie demokracji” – powszechnych wyborach parlamentarnych może wpływać na kształt i skład Izby Poselskiej, chociaż już niekoniecznie na samą jakość i częstotliwość stanowionego przez nią prawa. Same wybory nie są zaś żadnym świętem demokracji, a zwykłą ułudą, fasadą, która ma sprawiać wrażenie, że z demokracją nasze państwo ma wiele wspólnego. Matematyka i fakty sugerują jednak wysuwać inne wnioski. Lud mający czynne prawa wyborcze w stosunku do ludu zarejestrowanego w CRM to kilkadziesiąt procent. Frekwencja wyborcza – około 50-60%. Głosy ważne – ponad 90%. Głosy na kandydatów, którzy wchodzą do Izby Poselskiej zakładając, że jest ich więcej niż mandatów, mogą wynosić tym mniejszy procent im większa może być frekwencja, zatem ten parametr można pominąć zupełnie jako kompensujący się. Ostatecznie wyłaniana jest Izba Poselska, która pogrąża się w marazmie – nie wyłania premiera i rządu, a projekty ustawodawcze grzęzną w niej na całe tygodnie lub nawet miesiące. Istny paraliż i farsa. Władza wyłoniona w czasie „święta demokracji” staje się tylko lożą figur. Mnożąc zaś wszystkie powyższe wskaźniki może okazać się zaś, że loża figur reprezentuje w rzeczywistości mniejszość, a nie większość obywateli. Ci, którzy nie głosują też dokonują przecież wyborów, chociaż trzeba podkreślić, że na ogół nieświadomie, co wiąże się z ich aktywnością. Rzeczywista władza krąży gdzieś poza Izbą Poselską, nawet z udziałem pojedynczych posłów, ale nie z racji swojego mandatu lecz innych zajmowanych przez nich funkcji. Oto cała jakość naszej „demokracji”.

Znów nadchodzą „święta”, w których wielu obywateli czcząc słowo, ale nie ducha demokracji uda się do miejsc kultu – lokali wyborczych, by oddać hołd wyimaginowanemu bóstwu. Jednak jakość demokracji nie zależy od obcowania raz na pół roku z urną wyborczą, ale od aktywności obywatelskiej oraz świadomego i odważnego uczestnictwa w życiu publicznym. Pytaniem pozostaje co byłoby w takiej sytuacji lepsze – namawianie do udziału w wyborach czy dążenie do świadomego niewyłonienia Izby Poselskiej w dowód obywatelskiego i prawdziwie demokratycznego zastopowania procederu, który można nazwać „sztuką dla sztuki”. Narastająca frustracja tą machiną powinna znaleźć upust w rychłym powrocie realnej władzy w ręce dreamlandzkiego suwerena.

daniel