Ile faszyzmu w Partii Burżuazyjnej?

Powstanie Partii Burżuazyjnej związane było z kilkudniowym kongresem programowym, na finale którego przypieczętowano powstanie nowej siły politycznej, a o czym „Kurier” wieść roznosił po całym Królestwie. Dociekliwi Kurierzy próbowali uzyskać więcej informacji na temat odwołań programu jak i samej nazwy nowej partii politycznej, i uprzejmie później zacytowali kluczowy fragment tych interpretacji. Wybrane już tylko fragmenty pozwolę sobie przedrukować:

„Stwierdzić trzeba, że przywiązujemy znaczną rolę do kapitalizmu i rozwoju gospodarczego (…) jest to jeden z ważniejszych aspektów życia społecznego cementujący więź mikronauty ze swoją ojczyzną. Większość członków partii to przedsiębiorcy z różnych branż przeciwni socjalizmowi oraz jego totalitarnym dzieciom, co (…) stawia nas w naturalnej kontrze do wspomnianych choćby marksistów (…). Dużą część programu i idei stanowią odniesienia gospodarcze, po których w szczególności chcemy być identyfikowani.

Gospodarcze aspekty programu, jako jedne z sztandarowych, mają odróżnić Partię Burżuazyjną od pozostałych sił krajowych i zdynamizować życie społeczne na tej płaszczyźnie, czego od lat Królestwu brakuje i co na ogół, z różnych powodów opisywanych niemal wszędzie, rządowych raportach, publicznych i prywatnych dyskusjach, było marnotrawione i rzadko wychodziło poza sferę planów. Wśród skondensowanych hasłowo postulatów Burżuazji odnoszących się wprost do gospodarki znajdują się takie jak: nacjonalizm związany ściśle z merkantylizmem w handlu zagranicznym, a ponadto neofeudalizm w rolnictwie i gospodarce ziemią, kapitalizm w sektorze przemysłu i usług, kreatywne finanse publiczne czy sprawiedliwa redystrybucja dochodów państwowych postrzegana tak w odniesieniu do budżetów federalnego i krajowych, jak i dystrybucji zysków pomiędzy wszystkich obywateli i pochodzących z działalności publicznych podmiotów gospodarczych (co można porównać do narodu w roli akcjonariuszy państwowych zakładów w razie ich istnienia).

Jednocześnie Partia przeciwstawia się socjalizmowi „stanowemu” (który można rozumieć nie tylko w odniesieniu do gospodarki, o czym dalej), liberalizmowi w gospodarce ziemią (jako że wyłącznie potencjalnie nieograniczona podaż ziemi mogłaby powodować zaniżanie cen na rynku i nadmierną skalę jej wykupu) i handlu zagranicznym (gdyż liberalne otwarcie gospodarki mogłoby powodować perturbacje w obiegu pieniężnym, i tak nadwątlonym zbyteczną akumulacją), a co za tym idzie ideologii neoliberalnej w gospodarce, czy jeszcze dalej – izolacji walutowej (jaka trwa dotąd).

Ale, jak zostało przywołane w powyższej wypowiedzi oraz zaakcentowane i wskazane Kurierom, o czym informowali nie tylko dreamlandzkie społeczeństwo, aspekty gospodarcze do których Partia Burżuazyjna odnosi się w szczególności, puścili mimo uszu oddając się tak lubianym politologicznym analizom programu potraktowanego tak bardzo po macoszemu, niczym dziecko wykrawające nożyczkami z wycinanki tylko to, co mu odpowiada, że obraz partii tak wykrojony nieładnie wygląda w oczach ich samych.

Początkowo ideologia partyjna została przyrównana do swarzyzmu, by następnie jeszcze bardziej rozbawić analogią do monarchofaszyzmu i innych rodem z jednego kociołka. Nie wiem jak dokładnie czytano partyjny program, ale odpowiedzi się nie domagam. Niemniej wyjaśnić i podkreślić trzeba te cechy programu, które budzą takie kontrowersje, a które w powiązaniu z całością ukazują, jak bardzo daleko burżuazji jest do faszystów, nawet jeśli w purpurowym odzienku.

Przeciwstawianie się socjalizmowi, totalitaryzmom, autorytaryzmom, oligarchii jak i ochlokracji (rządom tłumu) przy jednoczesnym orędowaniu za silnym parlamentaryzmem i wysoko rozwiniętą demokracją pośrednią (także w Senacie, czego wcześniej w Królestwie nie obserwowano, a on sam obsadzany był wyłącznie na postawie stanu (socjalizm „stanowy”) szlacheckiego lub obejmowania określonego stanowiska (namiestnika) zależnego od monarchy (co wskazuje na więcej podobieństw poprzedniego systemu ustrojowego do monarchofaszyzmu niż w proponowanych zmianach burżuazji)) jest niezbitym dowodem na to, jak mylnie można odczytywać program burżuazyjny. Nacisk, jaki burżuazja kładzie na tytuły honorowe wynika z przeświadczenia, jak bardzo potwierdzają one dotychczasowe osiągnięcia oraz nabycie wiedzy i doświadczenia tak cennych przy sprawowaniu mandatu poselskiego lub senatorskiego. Mężowie ci, wybrani w demokratycznych wyborach, odpowiadają bowiem za kształt prawa, z którego Królestwo jest znane i na bazie którego powstało wiele innych ustrojów politycznych na v-globie. Król Dreamlandu jest zaś tym, który dzięki swojej mądrości i doświadczeniu, przebyciu długiej drogi do Korony, może doskonale wychwycić tych w społeczeństwie, którzy w jego opinii zasługują na uzyskanie rekomendacji i zachęty do dalszej pracy – taką są nobilitacje. W przypadku Królestwa Dreamlandu wiadomo zaś, że tak każdy z dotychczas panujących monarchów jak i przez lata wyróżniani szlachcice i arystokraci swoich pozycji nie zawdzięczali układom lub sympatiom czy (bezwzględnemu i ślepemu) posłuszeństwu, ale tym, co do Królestwa wnieśli.

Socjalizm „stanowy” postrzegany jako powinność państwa wobec obywatela tylko z racji pozostawania przez niego w określonym stanie (nagradzanie bierności a nie aktywności) jest polityką, której Partia Burżuazyjna popierać nie zamierza. Odnosi się to także do pozostawania obywatela w określonym stanie, co najmniej szlacheckim. Stąd odejście od obsadzania Senatu przez stan. Senatorowie mają być wybieralni tak samo jak izba niższa parlamentu. Jednak już podczas Kongresu Założycielskiego Partii w odpowiedzi na te zmiany przywilejów stanowych padło stwierdzenie: „Pozostaje mi tylko żałować, że chce mnie WHW pozbawić możliwości zasiadania w Senacie”. Padło ono tylko w odpowiedzi na to, że przez posiadanie określonej pozycji w Królestwie osoba ją posiadająca powinna z automatu być członkiem Senatu (niezależnie od tego jak włącza się w życie społeczne). Nie może być więc mowy o tym, że Partia Burżuazyjna nie popiera systemu demokratycznego – jest wprost przeciwnie – agituje za coraz sprawniejszym parlamentem, którego zadaniem ma być odciążanie Króla w w kierowaniu państwem. Wystarczy chociażby spojrzeć na dział ogłoszeń urzędowych i zamieszczony tutaj kiedyś schemat połączeń, by zobaczyć na kim spoczywa ogromna większość pracy i kompetencji, które Partia chce decentralizować lub rozkładać między różne, często niezależnie od siebie obieralne organy. Faszyzm? Nie w tym wypadku.