Personifikacje narzędzi władzy

Dreamlandzka demokracja od kilku dobrych lat jest na warsztacie. Ciągle próbuje się przy niej majstrować i szukać lepszych rozwiązań. Czasem wymienia się jakieś części, innym znów razem zupełnie niektóre odkręca. Mechanika płynów ustrojowych wskazuje jednak jasno, że te przelały się już w większości do jednego organu władzy, który z pierwszym zdaniem dreamlandzkiej Konstytucji brzmiącym następująco: „Królestwo Dreamlandu jest demokratycznym federalnym wirtualnym państwem prawa.” ma tyle wspólnego, co sens ostatniego słowa. PRAWO. W tym luźniejszym nieco artykule spersonifikujemy dreamlandzkie formy prawa stanowionego. Artykuł 5. Konstytucji wymienia ich hierarchię. Zaraz po konstytucji wymieniona jest ustawa federalna, a dwa miejsca za nią z kolei dekret królewski. Przyjrzymy się nim obu. W ludzkiej postaci ustawa federalna i dekret królewski mogłyby wyglądać tak:

laskadziadek

Po lewej – ustawa federalna, po prawej – dekret królewski

Najpierw poznajmy tego niedołężnego staruszka. Ma na imię „Ustawa federalna”. Jest ociężały, powolny, mało skuteczny i sklerotyczny. Jednocześnie jest bardzo podatny na cudze wdzięki. Czasem trzeba się nim opiekować, podać mu rękę czy podtrzymać przy wstawaniu, gdyż reakcje ma opóźnione, jeśli nie są związane z czyimś czarem. Często bierze leki. Twierdzi się nawet, że znajduje się w stanie agonalnym i tylko sztucznie podtrzymuje się jego życie. Głosy o eutanazji dobiegają z różnych stron.

Ale i tak wiem, że ciągle gapicie się na tę kobietę. Nie nudząc dłużej o dziadku poznajmy więc i ją. To „Dekret królewski”. Jest seksowny, młody, elastyczny 🙂 Nie zawraca Wam głowy opowiastkami i procedurami. Jego spontaniczność i szybkość działania sprawia, że w jednej chwili potrafi obsłużyć wielu niepełnosprawnych staruszków. Potrafi się zjawić bez zapowiedzi i zrobić pożądany przez siebie porządek. Najchętniej działałby nieskrępowanie, niestety jednak zatrudniono go na geriatrii – obraca się tylko między „Ustawami” i dba o ich w swoim rozumieniu dobry stan.

Narzędzia władzy – ustawa federalna i dekret królewski są doskonałą ilustracją obecnej kondycji demokracji dreamlandzkiej. Są to akty względem siebie konkurencyjne, mogące się wzajemnie zmieniać z tym wyjątkiem, że ustawa może zastrzegać, że poszczególnych jej zapisów dekret tknąć nie może. Ten jeden fakt stawia ją w oczywistej i potwierdzonej konstytucją wyższości nad dekretem królewskim, co jest jeszcze potwierdzone np. tymi dwoma zdaniami: „Podmiotem suwerenności i jedynym źródłem władzy w Królestwie jest Naród. Naród sprawuje swą władzę bezpośrednio, a także za pośrednictwem organów władzy państwowej.” Jest to cytat ust. 1 i 2 z artykułu 2. Konstytucji Dreamlandu. Naród może wybierać Izbę Poselską, która może stanowić ustawy federalne. Jednak od jakiegoś czasu wmawia się, że demokracja nie działa, że Izba Poselska jest niepotrzebna, że ustawy są mało skuteczne lub nie działają. Tak zniechęca się ludzi do udziału w tym organie, co od takiego lamentu pokazywać wreszcie zaczęły kolejne kampanie wyborcze i wybory. Naród nie czuje, że od niego pochodzi władza. Izba Poselska nie może konkurować z Królem, którego dekrety pojawiają się w okamgnieniu podczas gdy ustawy wloką się tygodniami, a czasem miesiącami od pomysłu do królewskiego podpisu.

Partia Burżuazyjna, której posłowie zasiadają od tygodnia w Izbie Poselskiej, deklaruje zdynamizowanie pracy parlamentu i podejmie się próby odbudowy jej wizerunku. Życzę jej tego i życzę posłom nowego otwarcia, aby parlament, jak zostało powiedziane, nabrał wigoru i rozpędu. Jest to potrzebne przede wszystkim dreamlandzkiemu społeczeństwu, aby wiara w to, że może rządzić, do niego wróciła.

Oby więc „dekret królewski” i „ustawa federalna” wyglądały tak:

girls

Pojedynkowanie się „ustawy federalnej” z „dekretem królewskim” może być miłym dla społeczeństwa widowiskiem