Trup Orientyki

Monarchia Austro-Węgierska jest już trupem Orientyki? Czy na takie pytanie można dzisiaj z całą stanowczością odpowiedzieć? Wszystkie przesłanki mówią, że tak. Niestety, Monarchia Austro-Węgierska swoje najlepsze czasy ma już za sobą. Nie działa ani władza wykonawcza, a tym bardziej władza ustawodawcza. Obywatele jakby pouciekali i nie widać żadnych oznak aktywności zarówno wewnątrz państwa jak i na forum międzynarodowym. Należy więc sobie zadań pytanie co się takiego stało, że kraj aspirujący do miana hegemona na Kontynencie Wschodnim nagle zgasł? Kto jest za to odpowiedzialny?

Sam kryzys, przynajmniej w mojej ocenie, swe początki ma od zmiany warty na tronie cesarsko-królewskim. Od rozpoczęcia się rządów Maksymiliana Teodora I, raz po raz, można było zauważyć kryzys aktywności w tymże państwie. Albo znikali poszczególni ministrowie na krótszy lub dłuższy czas, albo obywatele, którzy znudzili się wykonywaniem poleceń  ogarniętego szaleństwem premiera. Dodatkowym uderzeniem w pozycję państwa było odejście „Ojca Założyciela”, Franciszka Józefa II. Austro-Węgry w tym momencie utraciły wybitnego polityka oraz dyplomatę, a także osobę, która najbardziej napędzała aktywność w kraju. Samo państwo pozostało więc w rękach Victoria Mortuusa oraz wspomnianego już Maksymiliana Teodora I. Żądza władzy absolutnej i podporządkowanie sobie innych krajów Orientyki pod dyktat Monarchii okazał się ulotną pieśnią bajarzy serbskich. Zaowocowało to tym, że część krajów – przykładowo Królestwo Surmeńskie odwróciło się od Monarchii.

Wraz z upływem czasu, aktywność zmniejszała się, aż w końcu władza musiała dostrzec problem. Były, owszem, próby ratowania, ale przy tak rozbuchanym ego co poniektórych osób i silnym parciu na urzędnicze stołki trudno mówić o jakichkolwiek racjonalnych działaniach mających na celu poprawę aktywności w państwie. Nie chcąc, aby wina została zrzucona wyłącznie na jedną osobę, powołano ciało kolegialne – Radę Nadzwyczajną, która miała stać się lekiem na całe zło. Po raz kolejny tak się nie stało. Rada radziła, radziła, radziła i nic nie uradziła. Nie podjęto żadnych kroków, które realnie zmniejszyłyby szkody wyrządzone spadkiem aktywności. Nie zawieszono działalności poszczególnych ministerstw – w okresie braku lub bardzo niskiej aktywności nie do końca potrzebnych. Mowa tutaj przede wszystkim o ministerstwie wojny czy ministerstwie finansów. Dlaczego te dwa ministerstwa? Ponieważ ministerstwo wojny w Monarchii tak na prawdę niczym się nie zajmowało. Fabularne wątki przeglądu wojska, podczas gdy w całym państwie aktywności wynosiła praktycznie zero, były niczym podły żart władzy. Ministerstwo finansów, w okolicznościach nie działającej gospodarki, zostało sprowadzone do bankomatu Skarbu Państwa, z którego wypłacano pieniądze by opłacić urzędników. Pytanie po co, jeżeli nie zachodzi żaden obrót pieniędzmi? By zachować pozory normalności? By przysłonić swoją nieudolność w rządzeniu podczas kryzysu?

Swoje do nieaktywności państwa dorzucili również obywatele. Część z nich postanowiła odejść z Monarchii zaraz po objęciu tronu przez Maksymiliana Teodora I. Myślę, że sądzili iż nowy władca nie da rady kontynuować polityki i utrzymać na podobnym poziomie samych Austro-Węgier. Ich obawy okazały się jak najbardziej słuszne. Maksymilian Teodor, znany wcześniej jako Tivadar Zoltan Szücs, wielokrotnie pokazywał, że prowadzi zdecydowanie inną politykę niż jego przybrany ojciec. Co kierowało Franciszkiem Józefem by wybrać Szücsa na nowego władcę Austro-Węgier? Na to z pewnością odpowiedzi już nie uzyskamy. Wniosek jest jednak jeden. W dużej mierze za „trupa Orientyki” odpowiada właśnie Maksymilian Teodor I oraz nieudolny premier Victorio Mortuus.

konstancja