Nasza dalsza droga – Demokracja, tylko świętowana inaczej

Król Marcin I Mikołaj postanowił zburzyć dreamlandzkie królestwo zbudowane z klocków i postawić je na nowo z kart, w talii których niezależnie od koloru widnieć mają te same wizerunki figur. Czystym skąpstwem i antykreatywnością jest wydawanie takich kart, zaś dla graczy – nudą posługiwać się nimi. Dreamland szykuje się na reformy, w wyniku których niestety liczyć się będą tylko niektóre figury. Kiedy więc Król postawi domek z kart uprasza się wszystkich o pozostanie w bezruchu i wstrzymanie oddechu. I tak będzie rzeczywiście. Dreamlandzkie mocarstwo, jakie Król chce budować z tekturek jest tematem cyklu artykułów: „Nasza dalsza droga”.

Część 1. Wspólnota Korony Ebruzów – wewnątrz czy ponad?
Część 2. Podział terytorialny i administracyjny wobec centralizacji
Część 3. Królu, nabierz więcej mocy
Część 4. W kierunku dyplomacji dynastycznej

Część 5. Demokracja, tylko świętowana inaczej

parlament

 Historyczne wybory

Właśnie zakończyły się w Królestwie wybory parlamentarne. Ich wynikiem jest 4-osobowa Izba Poselska, złożona z 2 posłów niezrzeszonych (Albon i Paul von Panevnick), 1 posła Partii Burżuazyjnej (Siergiusz Asketil) i 1 posła Radykalnego Centrum (Dino von Djokić-Krieg). Taki rozkład mandatów wyraźnie pokazuje, jak mocno osłabły obie dreamlandzkie partie polityczne – PB drugi raz, zaś RC po raz pierwszy zmniejszyły swoje reprezentacje w Parlamencie Królewskim. W ślad za tym słabnie także władza ustawodawcza, jakby siniaczona przez nieumiejętność schwytania wyrzucanego przez siebie bumerangu. Jej wątła postura stała się także synonimem dreamlandzkich problemów strukturalnych i populacyjnych, o których po wielokroć pisaliśmy. W związku z inicjatywą konkurencyjnego ośrodka władzy prawodawczej – Korony, władza ustawodawcza w Dreamlandzie może znacząco się zmienić, stąd i z pewnym sentymentem możemy wspominać te historyczne wybory. Jako ostatnie.

 Taka demokracja jaka populacja

Od 11 czerwca br., gdy ogłoszono wyniki wyborów, problemy strukturalno-demograficzne Królestwa charakteryzuje liczba 23 – tylu Dreamlandczyków świętowało demokrację w lokalu wyborczym.

Tych 23 obywateli to spora liczba jak na warunki demograficzne państw wirtualnych. Biorąc pod uwagę wyniki ostatniego Raportu demograficznego (w którym dane nt. ludności Królestwa Dreamlandu wynosiły 20 osób) stan populacji przekracza wartości mediany o 14 osób, średniej i kwartyla górnego o 10 osób. Mimo to populacja ta okazuje się niewystarczająca do budowania silnych władz państwowych świadczących o faktycznej sile kraju o takiej wielkości. Każdy z czytelników może, patrząc na ranking demograficzny, intuicyjnie wskazać bardziej efektywne i skuteczne pod względem rządzenia od Dreamlandu mikronacje. Gdyby stworzono zestawienie uwzględniające takie zmienne prawdopodobnie nasza ojczyzna znalazłaby się gdzieś w środku stawki.

Istnieje więc wyrazista przekładnia pomiędzy populacją a demokracją danego kraju w tym sensie, w jakim populacji tej przypisać można cechy społeczeństwa obywatelskiego. Im społeczeństwo to jest aktywniejsze, bardziej świadome swoich praw i obowiązków, chętniej gotowe do przeobrażania kraju oraz kształtowania go w różnorodny sposób, tym jakość jego demokracji także wzrasta. Wówczas zaludnienie schodzi na drugi plan stając się jedynie narzędziem propagandowym w rękach rządzących.

Powyższe stwierdzenia lepiej przemówią do czytelników starszej daty, którzy pamiętają jak kształtowała i rozwijała się dreamlandzka demokracja przedstawicielska… w przeszłości. Bujne życie polityczne i partyjne, barwne dysputy w gmachu dwuizbowego parlamentu – wszystko to działo się jeszcze nie tak dawno, w czasach, gdy parlamentarzyści reprezentowali wysoce aktywne społeczeństwo, stanowiąc jego elitę, a tym samym będąc zobligowani do utrzymywania wysokiego poziomu aktywności i jakości prac parlamentu.

 Święto ofiary całopalnej

Złote czasy dreamlandzkiego parlamentaryzmu należą niestety do przeszłości. Mało ostało się po wizerunku deputowanego sprzed lat, i nie jest robione wiele by ten obraz był lepszy. Można go podziwiać z kilku perspektyw: poprzez funkcje ustawodawczą i kontrolno-nadzorczą Izby Poselskiej oraz aktywność parlamentarną i pozaparlamentarną posłów.

Współcześnie członkowie Izby Poselskiej nie wykazują się inicjatywą podczas procesu stanowienia nowego prawa. I chociaż Parlament Królewski stanowi władzę ustawodawczą, tak służy on przede wszystkim do przegłosowywania projektów podanych mu na tacy z zewnątrz, głównie z Rządu Królewskiego. Tym samym w gronie inicjatorów ustawodawczych posłowie znajdują się w szarym ich końcu. Jeśli więc Izba Poselska nie inicjuje procedury ustawodawczej to po co ona w ogóle istnieje?

Posłowie są również uprawnieni do prowadzenia nadzoru i kontroli nad działalnością organów władzy wykonawczej. Odnosi się to w szczególności do Króla i Rządu Królewskiego. Posłowie mogą odrzucać królewskie weta do uchwalonych przez siebie ustaw. Mimo braku kilku królewskich podpisów pod uchwalonymi projektami ustaw w ostatnich kilku latach, Izba Poselska nie była w stanie doprowadzić tych projektów do końca z różnych względów. Tak samo rzecz ma się jeśli mowa o nadzorze i kontroli nad pracą Rządu Królewskiego. Zwyczajem jest, że to parlamentarzyści uzgadniają z Królem kwestię powołania nowego premiera. Premier nie musi jednak uzyskać wotum zaufania po wygłoszeniu expose. Posłowie też nie mają mocy zmiany ministrów – mimo wielu słabych członków ostatnich gabinetów, nie próbowali nawet uchwalać wobec nich wotum nieufności. Z kolei interpelację poselską ostatni raz zgłoszono jesienią 2012 roku. Tak więc pytajmy dalej: jeśli Izba Poselska nie ma mocy kontrolowania i nadzorowania innych organów władzy to po co Narodowi taka bezradna reprezentacja?

W końcu jednostkowa aktywność posłów pozostawia wiele do życzenia. Przedstawiciele Narodu nie wykazują się specjalnie kreatywnością, i jak już zostaną wybrani na swoje urzędy tak najchętniej przespaliby całą kadencję, mogąc nawet po omacku „spełniać” swój obowiązek, jakim jest przynajmniej uczestnictwo w głosowaniach. Czasem prowadzą swoje biura, jednak w sposób obustronnie bierny, gdyż zarówno obywatele jak i posłowie nie wchodzą ze sobą w interakcje przy ich pomocy. W takim razie po co nam przedstawiciele Narodu, skoro nikogo tak naprawdę nie reprezentują?

Patrząc na powyższe Dreamland zdaje się być państwem, w którym do świętowania demokracji podchodzi się jak do składania ofiary całopalnej z jagnięcia, nie zaś z feniksa. Za każdym razem mamy nadzieję na odrodzenie parlamentu, jednak w rezultacie pozostaje tylko popiół.

 Władza w ręce ludu to tylko pozory

Pytania, które padały powyżej musiał zadawać sobie także Król Marcin I Mikołaj, który wyszedł z pomysłem likwidacji Izby Poselskiej i zastąpienia jej Parlamentem Królewskim według jednej z dwóch formuł. W pierwszej z nich mowa o połączonym parlamencie trzech narodów Wspólnoty Korony Ebruzów, który składałby się z 6 deputowanych, w tym trzech pochodzących z wyborów w jednomandatowych okręgach wyborczych, które stanowiłyby kraje WKE, oraz trzech pochodzących z mianowania królewskiego. Niestety taki parlament cechowałby się licznymi wadami, jakie wytykane były podczas publicznej dyskusji nad projektem (zobacz). Większym entuzjazmem cieszył się natomiast drugi wariant, w myśl którego Izba Poselska stałaby się „parlamentem lenników królewskich”, co ściśle koreluje z propozycjami masowej popularyzacji stosunków lennych, zwiększenia liczby lenn w Królestwie oraz związaniu ich z przywilejami politycznymi. W ten sposób dreamlandzka demokracja zbliżałaby się do demokracji bezpośredniej, gdyż znaczny odsetek aktywnych obywateli posiadających tytuły honorowe i (lub) lenna nabywałoby prawa do udziału w pracach parlamentu. Propozycja ta nawiązuje tym samym do Karty Konstytucyjnej, która w referendum konstytucyjnym z 2011 roku poległa wobec tryumfu obecnie obowiązującej ustawy zasadniczej. Była prosta, zwięzła i elastyczna oraz zakładała oddanie władzy w ręce Narodu. Ten w sposób bezpośredni mógłby oddziaływać na stanowienie dreamlandzkiego prawa. Podobieństwem między Kartą a królewską propozycją jest również system głosów ważonych.

Jednak w królewskiej propozycji utworzenia nowego parlamentu tkwią haczyki kamuflowane euforią generowanej z zalet bezpośredniego charakteru tego organu władzy. Tymi haczykami są odnowione funkcje parlamentu, które opisano wyżej. Odrestaurowana władza ustawodawcza byłaby w posiadaniu przywileju stanowienia prawa, jednak już jej funkcje nadzorczo-kontrolne zostałyby wyraźnie zredukowane, ponieważ nie miałaby wpływu na tworzenie rządu i usuwanie części jego członków, gdyż ten zostałby zlikwidowany. Nie miałaby także większego nadzoru nad Królem, który w myśl nowej ustawy zasadniczej zyskałby znaczną władzę. Do tego jeszcze stosunkowo liczne grono parlamentarzystów nie musiałoby prowadzić aktywności politycznej ukierunkowanej na obywateli, ponieważ tylko dzięki statusowi społecznemu stawaliby się członkami władzy ustawodawczej. Na wszystko, na co mieliby wpływ deputowani to stanowienie i zmiany prawa, prawdopodobnie również w dużej mierze podawanego do przegłosowania z Dworu Królewskiego. Potencjalnie także i forum dyskusyjne ucierpiałoby na wprowadzeniu takiego organu ustawodawczego, ponieważ dyskusje polityczne skoncentrowałyby się wyłącznie w powszechnym parlamencie, kiedy dziś toczą się w kilku miejscach forum. Efektem byłoby więc zmniejszenie tempa przyrostu postów wyrażających przecież poglądy, pomysły i inicjatywy polityczne dyskutantów.

 Komórka na weki

Jaki los czeka dreamlandzki parlamentaryzm? Prawdopodobnie będzie to wciąż postępująca konserwacja, czego niezbitym przykładem są debaty referendalne. Potrzeba nam zainteresowania i drobnej chociaż woli udziału w dyskusji, aby jej przedmioty mogły zostać wnikliwie przedstawione i przeanalizowane, zanim staną się powszechnie obowiązującym prawem. Tych przymiotów parlamentaryzmu warunkujących jego energiczność i jakość niestety brakuje Dreamlandczykom – tak obywatelom jak i posłom. Prawdopodobnie nowa „jakość” dreamlandzkiej demokracji będzie oznaczać także odkładanie przetworów do komórki. Będą padać szczytne postulaty, będą pojawiać się wielkie pomysły, jednak niemal natychmiast trafią one do słojów i legislacyjnej spiżarni „dobrego” prawa, któremu nie było dane wejść w życie z powodu naszej obojętności, która jest głównym powodem problemów z naszą państwowością. Prawdopodobnie też aktywność partyjna jeszcze bardziej straci na znaczeniu, a poziom aspiracji politycznych obniży się wskutek braku możliwości rozwoju i zdobywania najważniejszych stanowisk w państwie w boju na argumenty z konkurentami politycznymi, ponieważ wystarczać będzie uzyskanie względów Dworu Królewskiego.

daniel