„Martwe dusze” nie chcą zmian w Królestwie

W dniach 5-12 grudnia 2014 r. trwało głosowanie referendalne nad projektem nowej Konstytucji. Ten był wykuwany w mękach przez ponad pół roku publicznych i prywatnych dyskusji i konsultacji. Mimo to ostateczna wersja projektu była zadawalającym wszystkich zaangażowanych kompromisem mogącym wprowadzić Królestwo na nowe tory. Dzisiaj poznaliśmy wynik głosowania, które okazało się nieważne z powodu zbyt małej frekwencji, która wyniosła 20,9 %, przy wymaganym kworum wynoszącym 1/3 uprawnionych do głosowania.

„Wyborcy”

Prawo wyborcze posiadają w Królestwie obywatele zarejestrowani w Centralnym Rejestrze Mieszkańców. Tak więc na moment rozpoczęcia referendum uprawnionych do głosowania było 67 kont rejestrowych, z czego maksymalnie 20 należy do obywateli zaangażowanych, a pozostałe konta to tzw. przez niektórych „martwe dusze”. Dreamland jest jednym z nielicznych państw wirtualnych, w którym prawo wyborcze mają systemowe konta, a nie zaangażowane osoby. W wyborach powszechnych nie ma to większego znaczenia, ponieważ dla ważności takich głosowań nie jest wymagany pułap minimalnej frekwencji. Referendum konstytucyjne jest tutaj jednak wyjątkiem. Zahamować zmiany można w prosty sposób poprzez absencję wyborczą, do czego przyznali się JKW Artur Piotr i JE Sted Asketil, oraz lokując w CRM puste wpisy. Z jednym i drugim zjawiskiem mieliśmy w tym referendum do czynienia, wskutek czego zwycięzcami głosowania referendalnego są „martwe dusze”.

Patologia systemu

Winę za fiasko referendum ponosi system i prawo obywatelskie. I chociaż wprowadzenie nowej Konstytucji poparła zdecydowana większość aktywnych obywateli to nie może ona wejść w życie, gdyż nie pozwolili na to obywatele, którzy w rzeczywistości nie istnieją, a jedynie widnieją w CRM. Pierwszą próbę zmiany patologicznego prawa obywatelskiego podjęto jesienią 2013 r., gdy Dreamlandem sterował Premier Siergiusz Asketil z ramienia Partii Burżuazyjnej – dzisiejszy Minister Spraw Zagranicznych Księstwa Sarmacji. Reforma, która uzależniała nadawanie obywatelstwa od aktywności osoby, spotkała się z zdecydowaną krytyką społeczeństwa przyzwyczajonego do nieaktywności i bierności. Obecny Rząd również chce zmienić formułę nadawania obywatelstwa i uzależnić jego posiadanie od działania osoby (podczas jego uzyskania i możliwości zachowania) poprzez osobiste wnoszenie do Króla o jego nadanie oraz konieczność udziału w wyborach dla jego zachowania. Niestety tak jak wtedy tak i dzisiaj rzecznik „martwych dusz” w Izbie Poselskiej JKW Pavel Svoboda gorąco krytykuje tę reformę.

Władza wymyka się spod kontroli

Najwyższa pora jest na to, aby zauważyć fakt, że władza Narodu wymyka mu się spod kontroli. Najczystsza forma demokracji, jaką jest referendum, jest uzależniana w swojej skuteczności od fikcji posiadania przez Dreamland kilkudziesięciu nieistniejących obywateli. Zakończone referendum pokazuje, że Dreamland tkwi w usankcjonowanej prawnie fikcji, bierności i nieaktywności. Że władza nie należy do obywateli. Że Królestwo jest narażone na swobodną penetrację przez osoby mu nieprzychylne. Że blokuje się reformy mające na celu zaprowadzenie dyscypliny i ładu społecznego. Że nie egzekwuje się prawa i chroni osoby obdarzone przywilejami. Że istnieje podział na obywateli różnych kategorii.

Te patologie zanieczyszczające życie społeczne w Dreamlandzie chciała przeciąć Partia Burżuazyjna. Następnie chciał to uczynić JKM Marcin I Mikołaj, który zainicjował zmianę konstytucyjną i wprost stwierdzał, że woli postawić na małe grono pewnych aktywistów niż rzesze anonimowych i nieistniejących w praktyce obywateli. Jego inicjatywa upadła. Dzisiaj ja jako Premier będę zdeterminowany do tego, by wypłukać z Dreamlandu ten ropień prawny i społeczny, który rozprzestrzenił się do niebezpiecznych dla dreamlandzkiej demokracji rozmiarów i jest na dodatek wspierany przez lobby osób pragnących zabezpieczyć swój byt w Dreamlandzie bez angażowania się w jego życie.

daniel