Bolesny aspekt sporu o Awarę Południową, czyli prawda o wojnie

Koniec 2014 roku w stosunkach międzynarodowych jest niezwykle barwnym okresem. Z całą pewnością można powiedzieć, że czego mogło zabraknąć w trakcie całego roku, tak u jego schyłku możemy już obserwować praktycznie wszystko. Wśród tych mniej przyjemnych wydarzeń znajduje się oczywiście sarmacko-scholandzki konflikt o Awarę Południową. O jego genezie, scenografii, reżyserach, aktorach i samej akcji powiedziano już bardzo dużo – wręcz codziennie byliśmy zasypywani wątkami polityczno-społecznymi tego sporu. Pora krótko przeanalizować trzeci aspekt konfliktu – sarmacką napaść zbrojną.

Awara okiem wojskowych

Awara leżąc w połowie drogi między zwaśnionymi przez większą część swych stosunków Sarmacją i Scholandią jest doskonałym przyczółkiem dla obu stron u bram odwiecznego wroga. Należy w tym miejscu podkreślić, że Sarmacja i Baridas podczas tworzenia wyspy miały na uwadze m.in. właśnie ten cel. Upadek Baridasu dał szansę Scholandii na częściowe odsunięcie sarmackich łap od północnej strony kontynentu. Dokonany podział wyspy na sarmacką część północną i scholandzką część południową zabezpieczył ten front na przeszło 10 lat. Jak wiemy Księstwo i tak dosięgło granic Królestwa od południa i południowego zachodu, tworząc tym razem już trwały sojusz z Baridajczykami. Ta granica ma jednak nieporównanie mniejsze znaczenie strategiczne niż o wiele krótszy odcinek dzielący wbrew pozorom nieistotną wyspę na północy. Jej znaczenie, w zależności od strategii nie tylko wojskowej i nie tylko stron sporu, może być duże.

Przed napaścią zbrojną

Sytuacja polityczno-militarna wyspy przed sarmacką napaścią była bardzo skomplikowana. Od czasu sarmackiego ultimatum skierowanego do Królestwa Scholandii na wyspę ściągnęło kilka wandejskich dywizji „obserwatorów”. Następnie niepodległość proklamowała wpierw Awara Południowa, a następnie Cesarstwo Awary (obejmujące całą wyspę) – wraz z powstaniem nowych tworów politycznych na spornym terenie mogły rodzić się też jednostki paramilitarne, które zbiorczo można nazwać „partyzantką”. Do tego nie należy zapominać o możliwości przebywania na południowej stronie wyspy bliżej nieokreślonych jednostek scholandzkich. Daje to więc potencjał nawet kilkudziesięciu tysięcy ludzi pod bronią oraz pozostających w ciągłej gotowości bojowej a nawet wzajemnym kontakcie zbrojnym. Do tego bliskość zaplecza logistycznego oraz naturalna przewaga obrońców wyspy nad napastnikami musiałaby zmusić Sarmację do podjęcia dużego wysiłku zbrojnego. O ile bowiem porównanie potencjałów wojskowych (rozumianych przede wszystkim jako potencjał mobilizacyjny) daje wyraźną przewagę Sarmacji, tak już porównanie potencjałów stricte bojowych tę przewagę znacząco zmniejsza. Wszak do osiągnięcia satysfakcjonującego wyniku militarnego nie jest potrzebna ilość, a przede wszystkim jakość sił zbrojnych, a jak wskażę dalej sarmackie siły zbrojne może i są liczne, jednak kompletnie nieprzygotowane do aranżowania i prowadzenia działań zbrojnych, będąc w zasadzie skazane na partyzantkę rażącą przeciwnika potokiem często niecenzuralnych słów.

Doktryna wojenna

Jak wiemy wojna jest ostatecznością i dochodzi do niej, gdy dyplomacja zawodzi nie będąc zdolną do rozwiązania stojącego przed nią problemu. W przypadku sporu o Awarę wojnę założono już na samym początku działań dyplomacji, co każe zastanawiać się nad skutecznością sarmackich służb zagranicznych. Najpierw zaskakujące ultimatum, później konsternująca Sarmatów odpowiedź, a po niej mobilizacja powszechna, której celem była demonstracja siły jako argumentu w podjętych dopiero wówczas negocjacjach. Wskutek ich fiaska sarmacka dyplomacja zabrnęła w ślepy zaułek – z niemocy po prostu uznano, że Scholandia nie istnieje i rozpoczęto inwazję na… ziemie niczyje. Podstawą w przyjętej doktrynie dyplomacji jak i działań zbrojnych była ignorancja – uznawanie, że przeciwnik nie istnieje lub istnieje tylko taki, jaki zażyczą sobie sarmaccy narratorzy wojskowi.

Operacja „FREEDOM”

Operacja wojskowa pod kryptonimem „FREEDOM” została rozplanowana na trzy dni, od 15 do 17 grudnia. W dowództwie znaleźli się: gen. bryg. Jack von Horn, gen. bryg. Helwetyk Romański, gen. bryg. Misza Korab-Kaku, płk rez. Gauleiter Kakulski oraz sama Kanclerz szer. Karolina von Liechtenstein. Zaangażowano siły 1 Floty Marynarki, 1. Pułku Królewskiej Gwardii Baridasu, 150. Batalionu Pancernego, 1. Grodziskiego Pułku Straży Przybocznej i 12. Grupy Myśliwskiej. Przebieg operacji można było śledzić z relacji Książęcych Sił Zbrojnych (DAY 1, DAY 2, DAY 3). Przyjrzymy się jej absurdom, klęskom i całkowitemu lekceważeniu przeciwnika, co jak powiedzieliśmy, jest zgodne z nową doktryną sarmackiej polityki – wszystkich ignorować. Najpierw spójrzmy jednak na położenie strategiczne Awary na tle infrastruktury sarmackich sił zbrojnych.

Sarmacja wojskowa

Poniżej wyliczamy niektóre z wielu błędów w przeprowadzeniu operacji.

  • Nie uwzględniono, że na wyspie stacjonują dywizje Mandragoratu Wandystanu oraz nieokreślone siły scholandzkie, które z łatwością rozbiłyby w pył dwa sarmackie pułki i jeden batalion pancerny.
  • W rachubę nie wzięto w ogóle faktu, że połowa wyspy należy do Sarmacji i na tej części znajduje się sarmacka baza wojsk lądowych „Awara Północ”, a w okolicy znajduje się baza marynarki i lotnictwa („Anheim”) – zamiast skoncentrować jednostki na granicy prowadzono desant na południową część wyspy od strony wód morskich należących do wroga, narażając je na całkowite zniszczenie.
  • Do przeprowadzenia operacji użyto okręt dowodzenia, z którym „walczące” jednoski kilkakrotnie traciły łączność mimo, że w bezpośrednim zasięgu działań znajdują się dwie bazy wojskowe, które powinny łączność zapewnić: „Awara Północ” i „Anheim”.
  • Panował chaos komunikacyjny i dowodzenia na obszarze działań mniejszym niż 1000 km2 i to mimo użycia samolotu AWACS nad całym teatrem działań, okrętu dowodzenia i innego nowoczesnego sprzętu łączności wykorzystywanego przez jednostki w polu.
  • 150. Batalion Pancerny z całym osprzętem jeszcze pierwszego dnia operacji znajdował się w Bazie „Fer” po drugiej stronie archipelagu sarmackich wysp, gdzie dopiero 15 grudnia rozpoczęto „intensywne szkolenie” – dziwi fakt przerzucenia całych tych sił w ciągu kilku godzin w obszar działań.
  • Pierwszy dzień operacji upływał głównie na planowaniu działań! Przez pozostałe dni również co chwilę odbywały się spotkania planistów oraz których celem były ciągłe odprawy.
  • Z relacji żołnierzy i dowódców wynika, że w szeregach panował rozgardiasz, panika i kompletne nieprzygotowanie. Potwierdzają to wybrane cytaty: „Matko Święta! Wszyscy krzyczą, biegają…”, „Marynarze niepewnie oczekują Dowódcy Floty”.
  • Lotniskowiec został wysłany do blokady portu scholandzkiego, a co więcej został z niego ostrzelany z rakiet! Ryzykowano utratę najpotężniejszego okrętu wysyłając go do wykonywania zadania, do którego w ogóle nie jest przeznaczony, w dodatku bez osłony innych okrętów.
  • Samolot AWACS wysłano nad Awarę zanim zapewniono sobie panowanie w powietrzu narażając go na utratę (wówczas wojska byłby zapewne całkiem ślepe).
  • Oddziały lądowe ruszyły do akcji zanim zabezpieczono przestrzeń powietrzną.
  • Do obsługi reaktora jądrowego na pokładzie lotniskowca wysłano niedoświadczonego mechanika, snując możliwość wystąpienia wypadku i skażenia radioaktywnego, co sugerowałoby, że okręt nie jest do końca sprawny. Czyżby do wykonania operacji wysłano rzeczywiście najlepszy sprzęt?
  • Spadochroniarze zostali zrzuceni w centrum wyspy na… las, w którym leżeli przez… 2 dni nie podejmując żadnych działań. Wskazuje to, że dowództwo nie wie w jakich warunkach i na jaki teren przeprowadzać zrzut spadochroniarzy i jak można ich szybko wykorzystać na tyłach wroga.
  • Jednostki lądowe bardzo często napotykały na swojej drodze miny, wskutek czego sporą część strat własnych w ludziach stanowili żołnierze rażeni tymi środkami bojowymi.
  • Jednostki lądowe przemieszczały się chaotycznie, kładąc szczególny nacisk na przeczesywanie plaż.
  • Ofensywę całego pułku wstrzymała na moment umocniona pozycja… jednego karabinu maszynowego w budynku. To cud, że „partyzanci” się poddali, bo inaczej Sarmaci ponieśliby ciężkie straty.
  • Akcja spadochroniarzy (tych samych, którzy 2 dni leżeli w lesie) oddaje pełny „profesjonalizm” sił sarmackich. „Było ich 7. Henryk z Krzysztofem zaszli od lewej. Avril i Teodozjusz od prawej. Na sygnał, poleciały z obu stron granaty hukowe oraz gaz. Wpadliśmy na raz w grupę. Nie zdążyli zareagować. Dwóch partyzantów poniosło śmierć na miejscu. Jeden lekko ranny. Trzech pozostałych mieliśmy na muszce.” Partyzantów było 7, zabito 2, 1 raniono, a w 3 wymierzono lufy karabinów. Pytanie za milion libertów: gdzie jest siódmy?
  • Zrzut spadochroniarzy przeprowadzono w celu rozbicia grupy 7 partyzantów z bronią ręczną?
  • Grupa sarmackich myśliwców znęcała się nad „zagubionym” myśliwcem scholandzkim – jest to doskonały obraz sarmackiego działania z pozycji siły.
  • Skoro Scholandia nie istnieje, to czyj myśliwiec rzekomo zestrzelono?
  • Akcja, która trwała 3 dni z udziałem wojsk zmechanizowanych rozpościerała się na południowej części Awary o długości 60 km i szerokości maksymalnie 20-25 km. Do tego batalion pancerny miał czas na rozbijanie „obozowiska” w środku operacji – biorąc pod uwagę ostrożne dane można obliczyć, że sarmackie czołgi poruszały się z średnią prędkością maksymalnie około 1 km/h!

Dziwna czy fikcyjna wojna?

Ogólnie rzecz biorąc cała rzekoma operacja była częściowo parodią, w której niedociągnięć i absurdów jest mnóstwo. Opiera się ona na założeniu, że jedynym wrogiem byli jacyś „partyzanci” z scyzorykami i paroma karabinami maszynowymi, na które nasyłano czołgi i wozy pancerne, notorycznie eksplodujące od min-pułapek. Według oficjalnych relacji po stronie sarmackiej można doliczyć się między 20 a 30 zabitych, chociaż oporu praktycznie nie było!

Ponadto trzeba zastanawiać się nad tym, czy można prowadzić wojnę samodzielnie dyktując warunki i ustalając potencjał wyimaginowanego przeciwnika na dostatecznie wygodnym do odniesienia pełnego zwycięstwa poziomie? Czy powyższej opisane działania zbrojne rzeczywiście miały miejsce czy może była to tylko propaganda wojenna mająca na celu wmówić opinii międzynarodowej, że Awara Południowa została zajęta? Czy dopuszczalnym jest, aby zarówno dyplomację jak i wojnę prowadzić w sposób wykluczający istnienie drugiej strony, chociaż oba działania podejmować w jej kierunku?

daniel