Przegrali zanim zaczęli

Konflikt pomiędzy Wielkim Księstwem Solardii a Królestwem Hasselandu o Cyberię trwa i przybiera na sile. Szczegółów na temat politycznych podłoży tej wojny można szukać w artykułach „Kuriera” (pierwszy, drugi), dlatego tutaj spojrzymy na nią wyłącznie w wymiarze militarnym, od razu stawiając tezę, że Królestwo Hasselandu porwało się z motyką na Księżyc przegrywając kampanię już w chwili jej rozpoczęcia.

Otóż gdy w propagandowej tubie reżimu z Angemont – Gazecie Hasselandzkiej – pojawiają się ogólnikowe relacje z rzekomego powstania w Cyberii i działań wojsk napastniczych, to na ich podstawie mikronauta niezaznajomiony z specyfiką wojen zamorskich, geografią i stosunkami międzynarodowymi może odnieść wrażenie, że stratedzy Króla Iwana, a raczej króla seniora Piotra de Zaym, odnoszą spektakularne zwycięstwa nad przeciwnikiem. Ich flota i armia pojawiają się jakby znikąd i bez zbędnych ceregieli dokonują desantu na wybrzeża Cyberii. Czołgi, wyrzutnie rakiet, piechota… całe hasselandzkie żołdactwo przybywa na solardyjską ziemię jakby spacerkiem. Czy jest to jednak prawdą? Zakładając, że znają już Państwo artykuły z „Kuriera” i nastroje na świecie wokół tej wojny możemy spojrzeć na poniższą mapę.

mapa-szlaki

Mapa obrazuje geograficzny i logistyczny wymiar wyzwania hasselandzkiej napaści na Cyberię po tym, jak 14 marca 2015 r. Dreamland zamknął Szlak Czarny (niebieska linia na linii granicznej między Dreamlandem a Czarnozamczem solardyjskim) i Szlak Południowodreamlandzki (przedłużenie poprzedniego o przebiegu równoleżnikowym) dla żeglugi wszelkich statków hasselandzkich, co istotnie komplikuje kolejne desanty wojskowe i dostawy sprzętu i zaopatrzenia w rejon walk, stawiając całą kampanię pod wielkim znakiem zapytania.

Atakowanej Cyberii nie można zobaczyć z wybrzeży hasselandzkich wysp, które położone są bardzo daleko od teatru działań wojennych. To powoduje, że malutki agresor musi podjąć potworny wysiłek ekspedycyjny. Siły inwazyjne muszą pokonać tysiące kilometrów drogą morską, aby dostać się w okolice swojego celu, by dopiero potem próbować na nim lądowania, skąd do zdobycia wyspy droga jeszcze daleka i krwawa (dla napastnika szczególnie). Księstwo Cyberii mimo swych niewielkich rozmiarów z punktu widzenia agresora leży w miejscu ocenianym przez nas za nie do zdobycia i utrzymania. Wyprowadzenie ataku na każdy inny obszar Solardii byłoby znacznie prostsze i kosztowałoby mniej istnień ludzkich niż atak na Cyberię. Ta leży w miejscu, na który najlepiej jest podjąć atak z północy lub z południa.

Do wykonania inwazji z północy konieczne byłoby okrążenie Wirtuazji stroną północną i przejście przez Morze Czarne na Morze Mityczne. I tutaj zaczynają się pierwsze schody, ponieważ część Morza Czarnego znajduje się w solardyjskim władaniu, natomiast druga część należy do Dreamlandu (sprawę reguluje umowa graniczna z czerwca 2013 roku). Co prawda Dreamland z Solardią wyznaczyły tam szlak żeglugowy, jednak przeznaczony tylko dla okrętów cywilnych. Trudno jest też spodziewać się, aby jakiekolwiek hasselandzkie okręty cywilne tamtędy pływały, gdy szlak jest kontrolowany przez państwo atakowane. Dzisiaj też Królestwo Dreamlandu zamknęło Szlak Czarny i Szlak Południowodreamlandzki dla ruchu wszelkich okrętów pod banderą hasselandzką, co mocno komplikuje zabezpieczenie operacji. Każdy okręt hasselandzki płynący od strony sarmackiej, który chce dostać się do strefy działań wojennych musi teraz potężnie nadłożyć drogi omijając cały Archipelag Dreamlandzki i Azteco-Solardyjski oraz w efekcie dostać się do Cyberii od… południa, co po pierwsze znacznie wydłuża czas dostaw niezbędnego zaopatrzenia, a po drugie naraża je na straty z uwagi na ataki i nieprzychylność państw regionu.

Jeżeli zaś chodzi o południowy kierunek inwazji to był on mniej przydatny do momentu, gdy Dreamland nie zamknął Szlaku Czarnego. Obecnie jest jedynym (jeszcze) możliwym szlakiem przerzutu wojsk i wsparcia, jednak również nastręczającym atakującym bólów głowy. Trasa biegnie bowiem wokół wybrzeży:

  • Wandystanu, który potępia hasselandzki atak i podobnie jak Solardia z Dreamlandem, także jest sygnatariuszem konwencji o prawie morza, która chroni południowe wody Wirtuazji jako terytorium Mandragoratu – gdyby więc nieopatrznie doszło do naruszenia wód terytorialnych Wandystanu przez siły hasselandzkie dla tych drugich skończyłoby się to na dnie tamtejszych akwenów;
  • Federacji Al Rajn, wokół archipelagów wysp której muszą biec szlaki wędrówek hasselandzkich najeźdźców, co również może się w Al Manie nie podobać tym bardziej, że relacje Federacji z Solardią są jak najbardziej poprawne;
  • i Solardii, która łatwo mogłaby zdziesiątkować siły nadciągające przez Morze Chattyckie, zanim w ogóle dotarłyby do Cyberii.

Podsumowując można więc stwierdzić, że z logistycznego punktu widzenia kampania wojenna Hasselandu jest istnym koszmarem, który będzie go srogo kosztował. Nie łudźmy się jednak, że dowiemy się o tym z Gazety Hasselandzkiej. Niestety też najpewniej klęska Hasselandu będzie klęską na jego własne życzenie.

daniel