Małżeństwo z rozsądku

Minęły już trzy miesiące od zawarcia przez Królestwo Dreamlandu z Królestwem Scholandii traktatu, na mocy którego druga z wymienionych monarchii stała się integralną częścią federacji dreamlandzkiej uzyskując status prowincji. Akcesja ta była spowodowana trudną sytuacją Królestwa Scholandii, które przez pewne ośrodki polityczne uznawane było wręcz za państwo upadłe. Trzeba jednak powiedzieć, że fuzja obu krajów miała również na celu podjęcie ratunku Królestwa Dreamlandu – w swej proklamacji Król Marcin I Mikołaj sam przyznał oczywisty zresztą fakt, że ten, kto roztacza opiekę nad Scholandią, sam jest w trudnej sytuacji. Rozwleczone do granic możliwości reformy i przemeblowania struktur wewnętrznych państwa coraz bardziej dają poczucie normalnego chaosu, wpisanego w funkcjonowanie najstarszej polskiej mikronacji.

Unia z Scholandią miała m.in. udrożnić zerdzewiałą demokrację dreamlandzką i naoliwić jej tryby poprzez wykorzystanie efektu synergii w postaci połączenia się społeczeństw i forów obu krajów. Integrację w tym kierunku należy uznać za konieczną, naturalną i pożądaną drogę, jaką kroczyć powinny współczesne państwa wirtualne. Podczas hasselandzkiego festiwalu FOTY 2015 mówiłem o tym, że w Mikroświecie powstały już i powoli rozrastają się centra cywilizacji – bloki integracyjne, w których występuje jedno państwo wiodące i kilka innych znajdujących się w strefie jego wpływów. Tymi centrami są: Dreamland, Al Rajn, Sarmacja, Bialenia i do niedawna Skarland. Każde z nich posiada inną specyfikę i klimat, dlatego jest w stanie zdobywać własny wianuszek księżyców: mniejszych krajów czujących naturalne ciążenie w stronę centrum cywilizacji, ale na tyle słabych, by paść „ofiarą” tego przyciągania. Chociaż słowo „ofiara” jest tu niewłaściwe z tego względu, że kraje mniejsze mogą dzięki temu wzmocnić swoje bezpieczeństwo oraz podnieść ogólną kondycję i aktywność wewnętrzną dzięki skorzystaniu z protekcji, głównie informatycznej.

Niestety w przypadku Scholandii nie widać żadnych faktycznych oznak oczekiwanej integracji z Dreamlandem, ani też specjalnego ożywienia obywateli. Symptomy odroczonego w bliżej nieokreśloną przyszłość sukcesu uwypuklają się zarówno na forum scholandzkim w Dreamlandzie, jak również na stronie internetowej Królestwa Scholandii, która ani o jotę nie uległa zmianie, aby dopasować się do nowego statusu politycznego Królestwa, jaki Scholopolis samo przybrać dla siebie chciało. Dodatkowo również Dwór Królewski w Ekorre nie czyni specjalnie starań, aby roztoczona opieka nad Scholandią była wiarygodna i dawała nowej prowincji szanse przetrwania i rozwoju. Nie zrobiono bowiem nawet takiej drobnostki, by do listy prowincji Dreamlandu widocznych na stronie głównej dodać tą powstałą w wyniku lipcowej unii. Postawa ta nie dziwi wiele – polityka regionalna Korony nie należy do priorytetowych, a zainteresowanie Króla krajami federacji jest relatywnie małe. Jest to jednak temat na osobną rozprawę.

Widać, że związek małżeński między Ekorre a Scholopolis został zawarty co prawda w szczytnych celach, ale tylko z rozsądku. Pożycia małżeńskiego nie ma bowiem żadnego, a więc trudno oczekiwać, by cokolwiek dobrego w najbliższym czasie z tego związku miało się urodzić. Trzeba też przyznać, że Scholandia wybrała dla siebie trudniejszy wariant integracji niż zrobił to Elderland w 2012 roku. Królestwo to również znajduje się pod opieką Korony Ebruzów, jednakże cały czas stanowi odrębny podmiot prawa międzynarodowego. Nie scaliło się z Dreamlandem w jedno państwo, posiadając wyłącznie tego samego władcę, a od kilku miesięcy również jedno forum. Korzyści z takiego stanu rzeczy są wielorakie. W kontekście unii scholandzko-dreamlandzkiej wystarczy wymienić chociażby brak konieczności całościowej przebudowy państwa, i z podmiotu suwerennego w jednostkę podziału terytorialnego. Innymi słowy Elderland zaoszczędził sobie konieczności stania się prowincją Dreamlandu, co oznaczałoby wymóg przeprowadzenia sporych zmian struktur władzy jak i stron internetowych, co obecnie jest mało popularnym zajęciem na całym obszarze władztwa Marcina I Mikołaja. Scholandia z kolei z państwa musi zamienić się w prowincję, a jej dorobek i dziedzictwo narodowe są niewspółmiernie większe niż to, jakie zgromadził Elderland. Będzie więc jej bardzo trudno przepoczwarzyć się w to, czym zdecydowała się stać, ze szkodą dla niej samej, ponieważ jakiś czas jeszcze potrwają prace porządkowe – a te nie przyczyniają się przecież do rozwoju i nie cieszą się popularnością. Sprzątać nikt przecież nie lubi.

Traktat o Unii wciąż daje szanse Dreamlandowi i Scholandii stać się silniejszym i aktywniejszym podmiotem na scenie polskich mikronacji. Niestety same podpisy pod nim na to nie wpłyną. Potrzebna jest jeszcze determinacja do pracy i aktywności, chęć wspólnego działania, a tych niestety za bardzo nie widać zarówno wśród Scholandczyków jak i Dreamlandczyków.

daniel