Dreamland – tu czujesz się ważny

Udając się na urlop liczyłem na dobrą aurę i udany wypoczynek w gronie bliskich, podczas którego zregeneruję siły. Popadając w krótką realiozę po raz pierwszy w moim wirtualnym życiu mogłem czuć się spokojny o to, co zostawiam i do czego wrócę po kilku dniach odpoczynku (o których opowiem wkrótce). Jakby bowiem nie patrzeć Królestwo Dreamlandu rozgrzewa się do czerwoności od kilku dobrych miesięcy i nic nie wskazuje na to, by ten stan rzeczy miał się zmienić. Krótko mówiąc: jest wspaniale – można odpoczywać i nie bać się o to, że kraj, za który również odpowiadam, podupadnie. Śmiem twierdzić, że coraz więcej poddanych Króla Edwarda II zaczyna wierzyć w sens powiedzenia „nie ma ludzi niezastąpionych”. Odmłodnieliśmy, średnia wieku mieszkańców Kraju Marzeń spadła, a młodzież zaczyna brać stery państwa w swoje ręce. Po cudownych osiemnastu latach, które dopiero co świętowaliśmy, Królestwo nie mogło doczekać się lepszego prezentu. Chociaż lepiej powiedzieć: dorobić się. Dorobiliśmy się kolejnej młodości m.in. za sprawą funkcjonującego obecnie systemu parlamentarnego, chociaż dreamlandzcy komuniści widzą w tym systemie potencjalną piętę achillesową Nowego Dreamlandu. Moim zdaniem niesłusznie, dlatego na chwilę zdejmuję okulary przeciwsłoneczne i wyjaśniam dlaczego.

Droga przez mękę, która popłaciła

Parlamentaryzm w Królestwie Dreamlandu dla ludzi z podobnym do mojego lub większym mikronacyjnym stażem, jeszcze do 2015 roku wywoływał obrzydzenie i totalną niechęć, co znalazło swoje odzwierciedlenie np. w pierwszym referendum „konstytucyjnym” (lipiec 2014), w którym Naród stwierdził, że chce likwidacji ówczesnego Parlamentu, którym była Izba Poselska. To właśnie wtedy jej czas dobiegał końca: niedługo po ogłoszeniu wyników odbyły się ostatnie wybory parlamentarne w historii Królestwa. Wybory, w których wzięła udział minimalna wymagana liczba kandydatów, którzy w większości zgłosili się z poczucia obowiązku i woli zapewnienia przetrwania Izby Poselskiej do czasu jej likwidacji, niż motywowani pragnieniem sprawowania władzy. Od początku istnienia Izby Poselskiej, sukcesywnie, z kadencji na kadencję liczba posłów i chętnych nimi zostać spadała. Ktoś mógłby powiedzieć, że winę za ten stan rzeczy ponosił ogólnoświatowy kryzys. Tyle tylko, że od tamtego czasu kryzys jeszcze się pogłębił, ale parlamentaryzm w Dreamlandzie na nowo odżył.

Po wybieralnej Izbie Poselskiej nadszedł krótki czas Parlamentu Królewskiego, którego skład pochodził zarówno z królewskiego mianowania (królowie seniorzy i arystokraci) jak i wyborów powszechnych. Jednak nie strzelono nawet na wiwat – wybory nie odbyły się, gdyż wolę kandydowania zgłosiła tylko jedna osoba. Unieważnienie wyborów wiosną zeszłego roku było bezpośrednim powodem wprowadzenia stanu wyjątkowego, który trwał aż do pierwszych miesięcy panowania Króla Edwarda II. W czasie jego trwania zniesiono demokrację zupełnie – członków Parlamentu powoływał władca. Królestwo, które próbowało różnych rozwiązań dla władzy ustawodawczej (wybieranej przez Naród, częściowo wybieralnej jak i obsadzanej przez głowę państwa), które co rusz okazywały się porażkami, w końcu zdecydowało się na ostatni wariant: parlament chcących. Edward II powołał do życia Parlament Królewski, którego członkiem może zostać póki co każdy posiadający dreamlandzkie obywatelstwo. Jedyny warunek jest taki, by publicznie wyraził taką chęć. Proste, piękne i jak widać efektywne jak i efektowne. Ciało ustawodawcze w wschodniej części Korony Ebruzów liczy sobie na ten moment 14 parlamentarzystów, którzy nieprzerwanie od momentu jego stworzenia debatują nad kształtem państwa w różnych obszarach i co ważne ustanawiają go.

W nowym systemie parlamentarnym liczysz się Ty

Rzut oka na ostatnie lata dreamlandzkiego systemu parlamentarnego jasno pokazuje, kto w obecnie trwającej fazie jego rozwoju znalazł się w końcu na pierwszym miejscu. Obywatel. Rozwinąć należy: obywatel aktywny, stanowiący prawdziwą i główną wartość każdego państwa wirtualnego. Obywatel, który pragnie mieć realny i bezpośredni wpływ na rządy w kraju dostaje prawo do jego wywierania na własne żądanie. Dzięki temu rysuje się obraz Królestwa otwartego dla każdego mikronauty, który chciałby aktywnie rozpocząć swoją karierę polityczną bez zbędnej zwłoki czy obłożenia jakimś cenzusem. Rysuje się również obraz państwa podchodzącego do suwerena w sposób indywidualny: „liczysz się Ty, Twój głos i Twoje poglądy”. Dekret królewski o Parlamencie zaprowadził więc rzeczywistą równość pomiędzy obywatelami. Suweren – Naród – bezdyskusyjnie na tym zyskał, co obserwujemy każdego dnia.

Obawy komunistów

Komunistyczna Partia Dreamlandu zamierza starać się o przywrócenie demokracji przedstawicielskiej, w której Parlament Królewski będzie miał ograniczony skład wyłaniany w wyborach powszechnych. Wiąże się z tym niebezpieczeństwo, które przerabialiśmy nie tak dawno i które polega na ograniczaniu atrakcyjności, roli i aktywności organu władzy ustawodawczej, finalnie wymuszając jego uwiąd i zapaść.

Mimo tego ryzyka komuniści będą upierać się przy swoim twierdząc, przede wszystkim, że duży Parlament jest rozwarstwiony jakościowo, gdyż składa się z jednostek o różnym poziomie wiedzy, doświadczenia i cech ułatwiających uprawianie polityki (śmiałość, charyzma itp.); oraz że co najmniej kilka osób znajdujących się w jego składzie pełnić będzie tylko rolę maszynek do głosowania, którymi można grać właśnie dzięki skarbowi, jakim jest łatwość akcesu do Parlamentu (partia polityczna planując działania legislacyjne mogłaby w odpowiednim momencie wprowadzić do Parlamentu odpowiednią ilość osób, które wpłynęłyby na wynik głosowania zgodnie z oczekiwaniem partii).

Z powyższymi obawami można sobie jednak poradzić. W stosunku do zarzutu pierwszego (rozwarstwienie) można wskazać, że warunkiem uczestnictwa w Parlamencie jest aktywność – już nieobecność podczas dwóch głosowań sprawia, że dana osoba zostaje z Parlamentu usunięta. Los taki czeka na ogół „maszynki do głosowania”, czyli osoby rzadko stąpające po sali obrad. Jednocześnie ich usuwanie nie wpływa znacząco na jakość stanowionego prawa jak i zdolność Parlamentu do jego stanowienia. Warto przecież zwrócić uwagę, że zamknięcie Parlamentu dla lordów wyłanianych w wyborach szybko może doprowadzić do paraliżu – nieobecność jednego lub dwóch lordów, którym nie będzie już grozić usunięcie z Parlamentu, może uniemożliwić podjęcie ustawy lub w najlepszym razie znacząco zniekształcić wynik głosowania, gdyby to przeprowadzono w pełnym składzie. W stosunku do zarzutu drugiego (słupy partyjne) można unaocznić niektórym istnienie wentylu bezpieczeństwa w postaci królewskiego weta, które skutecznie uniemożliwi wprowadzanie w życie praw powstałych w wyniku skoordynowanych akcji z słupami. Należy zaznaczyć, że sytuacje takie należeć będą jednak do mniejszości, gdyż Bogu ducha wini nowicjusze raczej w takich akcjach nie będą brać udziału.

Komuniści chcą walczyć z młodzieżą

Nieprzypadkowo wymieniłem akurat nowicjuszy, którzy ewidentnie będą głównymi poszkodowanymi zamknięcia Parlamentu Królewskiego. Pokazała to chociażby Izba Poselska, w której bawili na ogół weterani polityki, a młoda, nowa osoba, nie dość, że musiała czekać na koniec kadencji Parlamentu, to na dodatek miała nikłe szanse na dostanie się do środka. Przecież to nowym osobom, szczególnie w warunkach, gdy wśród nich grasują trolle, trudno jest zaufać. Z drugiej zaś strony młode i nowe osoby nie chcą startować w castingach wyborczych – ponosząc pierwsze porażki (bo jakież szanse wyborcze ma nieznana osoba w porównaniu do kilkuletniego działacza?) mogą opuścić Królestwo Dreamlandu. A tego przecież nikt nie chce. Nowy Parlament Królewski, w którym wszyscy mają zapewnioną równość szans, funkcjonuje dopiero od kilku miesięcy. Nie widać niekorzystnych symptomów zwiastujących jego zapaść, dlatego powinniśmy dać szansę rozrosnąć się obecnemu systemowi. Dopiero po jakimś czasie będziemy mogli sprawiedliwie go ocenić. Czas na odwrót na pewno jeszcze nie nadszedł.

daniel