Dreamland wciąż zamknięty dla Kościoła z Rotrii

Referendum ogólnonarodowe w sprawie wyrażenia zgody na zawarcie przez władze Królestwa Dreamlandu umowy konkordatowej z Państwem Kościelnym Rotria, które trwało w dniach 14-20 listopada br., dało wynik niekorzystny dla rządzącego Klubu Politycznego św. Augustyna. Stosunkiem głosów 12:10 obywatele odrzucili pomysł wprowadzenia Kościoła Rotryjskiego do Królestwa mocą układów na linii państwo-Kościół. Klucze do Królestwa Niebieskiego okazały się nie pasować do zamka dreamlandzkich drzwi. Na razie.

O ile jasnym jest, że obywatele nie życzą sobie wiązania się Królestwa Dreamlandu z wybranym związkiem religijnym mającym siedzibę poza granicami naszego państwa, o tyle nic nie jest jeszcze przesądzone w sprawie zaistnienia i rozwoju kościoła chrześcijańskiego na obszarze monarchii Ebruzów. Wynik referendum pokazuje, że co najmniej 10 osób jest zainteresowanych utworzeniem takiego kościoła. Piszę co najmniej, ponieważ i w gronie przeciwników zawarcia konkordatu mogą znajdować się orędownicy powstania związku wyznaniowego chrześcijan, niepowiązanego z Kościołem Rotriokatolickim. Stowarzyszenie się tej grupy obywateli, a być może również osiedleńców (mieszkańców innych państw), w kościele narodowym, być może nawet w jakiś sposób powiązanym z Rotrią, wydaje się więc już tylko kwestią czasu.

Dwa miesiące temu na forum dyskusyjnym roztrząsano w jakiej formie religia chrześcijańska mogłaby być obecna w życiu publicznym naszego kraju. Wówczas na opcję utworzenia kościoła narodowego oddano 9 głosów, a dalszych 7 powędrowało na rzecz utworzenia dreamlandzkiej odnogi Kościoła Rotryjskiego. Po ostatnim głosowaniu wariant drugi jest już praktycznie nierealny. Wciąż jednak można zrobić pożytek z innych opcji. Kościół może wiele wnieść do tych części Królestwa, które sobie tego zażyczą. Pewne jest bowiem, że w Unii Saudadzkiej liczba zwolenników zawarcia konkordatu była wyższa od jego przeciwników. Księstwo Furlandii i Luindoru może być więc pierwszą prowincją, w której zaczną działać katolicy i tworzyć się struktury ich związku wyznaniowego. Kuriozalnie może okazać się, że odrzucenie konkordatu przez Naród wyjdzie na dobre saudadzkim katolikom, którzy organizując się wedle własnego uznania i stanowiąc pokaźną jak na współczesne realia demograficzne mikroświata wspólnotę wyznawców wejdą w unię z Kościołem Rotriokatolickim, uznając jego zwierzchność, jednak zachowując własną tradycję i organizację.

Póki co jednak wszystko jest do stworzenia. Miejmy tylko nadzieję, że huraoptymizm dreamlandzkich katolików, trochę zbyt mały, aby dyktować warunki w skali całego państwa i jednocześnie dość duży, by wywierać wpływ na jego kształt, nie skończy się na szumnych zapowiedziach i deklaracjach, czy nawet na nieudacznych próbach budowy kościoła katolickiego w stylu Szymona de la Łatki, który kilka lat temu odprawiał mocno skrócone msze i nabożeństwa, gdzieś z dala od oczu opinii publicznej.

Narażenie wiary katolickiej na śmieszność było zresztą jednym z głównych powodów niepowodzenia kampanii referendalnej konserwatystów oraz jednym z głównych wyrzutów ich oponentów. Trudno się z tym nie zgodzić, gdyż w warunkach mikronacyjnych niezwykle łatwo jest doprowadzić do ośmieszenia jakichś idei, wartości czy cnót. Budowniczowie kościoła narodowego muszą więc doskonale zdawać sobie z tego sprawę i podejść do problemu w wyjątkowo delikatny sposób. Będzie to tym trudniejsze, im większą domieszkę w substancji płynącej w głównym nurcie życia społecznego Królestwa stanowić będą komunistyczne i ateistyczne ścieki. Działania członków i sympatyków KPD mogą bowiem w końcu doprowadzić do dekompresji struktury społecznej i ponownie wywołać okres chaosu w społeczeństwie. Funkcjonowanie Kościoła i grup społecznych budujących swoją aktywność na jego bazie będzie w takich uwarunkowaniach nie lada wyzwaniem, ale prawdopodobnie również koniecznością.

daniel