Analiza exposé Premiera Torkana Ingawaara

Premier Rządu Królewskiego Torkan wicehrabia Ingawaar w dziesiątym dniu urzędowania wygłosił przed Parlamentem Królewskim swoje exposé. Padło w nim dużo słów, dlatego warto spojrzeć na ten tekst uważnie i wyłuskać z niego to, co w zasadzie zostało wczoraj powiedziane.

Struktura exposé

Treść przemówienia programowego Torkana Ingawaara jest o połowę dłuższa od przemówienia wygłoszonego przez jego poprzednika – Auksencjusza Butodzieja-Witta (1,5 tys. słów do 1,0 tys.). Tekst exposé można podzielić również na kilka części. 1/4 całości zajmuje przydługawy wstęp pomieszany z analizą obecnego stanu rzeczy, po którym następuje przedstawienie rządowego planu pracy obejmującego niespełna połowę wystąpienia. Ingawaar nie odmawia sobie również opowiadania o swoich ministrach, czemu poświęca piątą część wywodu, po czym kończy przemowę.

Królestwo w oczach Premiera

Torkan Ingawaar wyraża w swojej analizie podziw wobec owoców, jak to określa, renesansu edwardiańskiego. Są nimi według Premiera: wzrost aktywności oraz wzrost liczby ludności, co ma niebagatelne znaczenie w mikronacyjnym środowisku, które zwija się z roku na rok. Szef dreamlandzkiego rządu szybko jednak przechodzi do wymieniania negatywnych skutków tego stanu rzeczy, stwierdzając, że Dreamland (zdaniem części obywateli): stał się miejscem skrajnie nieprzyjaznym; że stracił poziom debaty publicznej; że niektórzy obywatele narzucili innym model zabawy. Bez wątpienia jest to subtelne wyprowadzanie ciosów wobec polityków Klubu Politycznego św. Augustyna i Frakcji Radykalnej, których komuniści od dłuższego czasu oskarżają o podobne rzeczy. Jest to jednak hipokryzja w najczystszej postaci ze strony Premiera, gdyż warto wrócić pamięcią do okresu poprzedzającego pierwszą kampanię wyborczą sprzed roku, i dostrzec, że ówczesny import komunistycznych kadr z zagranicy wpływać zaczął na stopniowe wyjaławianie i spłycanie dyskusji. Rządzić zaczęły memy, chamskie odzywki, pyskówki, krótkie pościki (nawet nie posty) złożone z raptem kilku słów lub samych emotikonów czy obśmiewanie cudzych poglądów, działań. Był to model zabawy i debaty publicznej narzucony społeczności Królestwa przez kolegów Premiera z partii: Angusa Kaufmana, Prezerwatywa Tradycję Radzieckiego, Vladimira Iwanowicza (do pewnego czasu) oraz bezpartyjną komunistkę Polynę. Równocześnie pojawiło się ponadprzeciętnie duże zainteresowanie środowiska, z którego wywodzi się Premier, seksualnością. Forum zaczęło być zasypywane wątkami o wątpliwych walorach dla działania państwa wirtualnego i dla jakości debaty publicznej. To wszystko pochodziło i wciąż pochodzi z Komunistycznej Partii Dreamlandu, która narzucała i wymuszała spadek poziomu debaty publicznej. Tak więc Premier kończąc artykułowanie negatywnych stron renesansu powinien dodać trzykrotnie: „Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina” – w imieniu swoim i partii, którą reprezentuje.

Analiza sytuacji jest zakończona wyrażeniem żalu z powodu utraty wielu wybitnych polityków, którzy byli filarami aktywności Królestwa w ostatnich latach. Mowa tu zapewne m.in. o Krzysztofie Jazłowieckim, który na krótko pojawił się w Dreamlandzie w 2016 roku, by odejść mówiąc „to nie jest już mój kraj”. Premier wyraża jednak nadzieję, że persony pokroju Jazłowieckiego kiedyś do Królestwa wrócą. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z faktu, że byli to maruderzy z wyższością patrzący na młode pokolenie Dreamlandczyków, którzy chcieliby takiego Dreamlandu, w którym nie muszą wiele robić, mieć wiele do powiedzenia i jednocześnie być niegasnącymi autorytetami. Dreamland nie potrzebuje jednak starych dziadków, którzy w kluczowym dla przetrwania Królestwa momencie opuszczali je, a zainteresowali się nim ponownie, gdy inni doprowadzili do renesansu, czyniąc z ich ojczyzny miejsce, w którym codziennie coś się dzieje, codziennie jest co poczytać. Oni nie byli i nie są w stanie dawać tego Królestwu, do tego gotowi je opuścić, gdy jest źle. Premier zaś za nimi tęskni. Nie wiem jak Wy, ale ja nie. Życie toczy się dalej. Wszyscy kiedyś z Królestwa odejdziemy, jednak nie możemy tego czynić w przeświadczeniu, że „jeszcze za nami zatęsknicie”, ale w duchu: „życzymy Wam wszystkiego dobrego, idźcie dalej naprzód!”.

Program

Po laniu wody, zwalaniu winy na opozycję i sentymentalizmie, następuje najważniejsza część przemówienia, w której Premier przedstawił program gabinetu. Celem jego działania ma być odwracanie negatywnych skutków renesansu, o których wspomniałem wyżej. Pierwszym środkiem realizacji tego zamierzenia ma być… prokuratura. W sumie nic dziwnego, skoro Torkan Ingawaar nasycił wstęp takimi określeniami, jak spadek poziomu, jałowe pyskówki, mowa nienawiści, narzucanie modelu zabawy, zniechęcanie itp. Będzie więc ona zapewne starać się wycinać ze społeczeństwa postawy i zachowania niezgodne z wyobrażeniem partii komunistycznej oraz takie, które jej zdaniem niszczą atmosferę. Magicznym słowem, że będzie to robione fair jest niezależność. Po raz kolejny zarzucając przeciwnikom złe zarządzanie, tym razem prokuraturą, szef rządu zapowiada powstanie profesjonalnego, wolnego od nacisków, organu ścigania. Problem w tym, że prawdopodobnie na Prokuratora Generalnego jego rząd zgłaszać będzie obecną Minister Sprawiedliwości Polynę. Krótko mówiąc: ona sama dla siebie przygotuje reformę i „uniezależni się” w ten sposób od rządu, którego podstawowym zadaniem jest realizacja tego punktu programu. No cóż…

Innym priorytetem rządu ma być automatyzacja wykonywania sprawozdań budżetowych. Według Premiera sporym problemem uniemożliwiającym ministrom pracę jest przesadna sprawozdawczość, którą trzeba wykonywać ręcznie. Dalekie jest to od prawdy, a problem jest bardzo mocno przekoloryzowany, gdyż sprawozdawczością zajmuje się tylko premier i minister ds. wewnętrznych jednego dnia całej kadencji. Automatyzacja pewnych działań jest oczywiście bardzo pożądana. Zabrakło jednak konkretów jak miałaby wyglądać, gdyż jeśli miałby być to wyciąg wszystkich operacji na rachunkach podmiotów finansów publicznych to mija się to z celem, gdyż obecnie można coś takiego wygenerować na rachunkach bankowych tych podmiotów. Wątpliwe jest też, czy sensowne jest robić sprawozdanie analityczne (wszystkie operacje) czy nie lepiej syntetyczne (agregować poszczególne operacje do grup rodzajowych pozycji sprawozdania). Na szczegóły trzeba będzie jednak poczekać.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji ma zająć się też opracowaniem projektu nowelizacji Karty Konstytucyjnej, który ma polegać na tym, że o ustroju prowincji i formie jego przyjmowania będą decydować włodarze tych prowincji. Czym to się różni od obecnych przepisów wprowadzonych z inicjatywy poprzedniego rządu? Tym, że prowincje mogą formować i zmieniać swój ustrój, jeżeli wyrażą na to zgodę ich obywatele w referendum, nad przebiegiem którego czuwać ma federalny organ wyborczy. Komuniści proponują więc ograniczanie demokracji w prowincjach (o ustroju i formie jego wprowadzania ma decydować „włodarz” prowincji, a nie jej obywatele) oraz ograniczanie kontroli władz federalnych nad procesem formowania i zmieniania ustroju w prowincjach przez „włodarza”, który najpewniej będzie sam tworzyć ustrój, sam go wprowadzać i sam kontrolować jego wprowadzanie.

Rozwój kultury ma się dokonywać z kolei dzięki utworzeniu Funduszu Wspierania Inicjatyw Kulturalnych, który sypnie dreamami, aby zachęcić do twórczości. Nie jest jednak tajemnicą, że motyw finansowy nie jest pierwszorzędną, a nawet drugorzędną przesłanką podejmowania twórczości kulturalnej. Dowodziły tego różnorodne konkursy – wysokie nagrody pieniężne nie gwarantowały licznego uczestnictwa. Powód niskiego poziomu twórczości leży więc gdzie indziej: w energii, czasie i talencie, jakie należy zainwestować w powstanie utworu. Wirtualny pieniądz nie ma tu nic do rzeczy.

Właściwą treść exposé kończy polityka zagraniczna, na której celowniku wymienione są z nazwy trzy państwa: Sarmacja, Elderland i Wandystan. Reszta jest potraktowana ogólnikowo, więc trudno cokolwiek na ten temat powiedzieć. O owej trójce można już więcej. Po pierwsze Dreamland będzie dążył do odzyskania Awary Południowej dowolną metodą. Premier odkrywa w przemówieniu wszystkie karty: będziemy negocjować, a jeśli to się nie uda – użyjemy innych środków. Czy to ma Sarmację przestraszyć, czy może usztywnić jej stanowisko? Czy Dreamland będzie dążył do wojny i ośmieszenia się? Wszystko na to wskazuje. Po drugie Królestwo będzie zacieśniać stosunki z Elderlandem i Wandystanem. W tym pierwszym państwie trwa już wizyta MSZ Dreamlandu, w trakcie której ustalono m.in. zawiązanie sojuszu wojskowego, prowadzenie ściślejszej koordynacji w polityce zagranicznej, rozwiązywanie kwestii integracji technicznej.

Z niewiadomych powodów do środka programu wpleciono również deklarację zachowywania laickiego charakteru państwa.

Podsumowanie

Program Torkana Ingawaara okraszony jest częściowo ogólnikami. Zdecydowanie najwięcej miejsca poświęca się sprawie Awary Południowej i polityce zagranicznej w ogóle, a także tylko lekko skrywanej krytyce rządów poprzedników i innych przeciwników. Rozbudowano go ponad miarę w części wstępnej i tej dotyczącej prezentacji członków rządu, znanych przecież większości społeczeństwa. Na plus można natomiast odnotować pojawiające się ciekawe porównania i cytaty. Szef rządu nie mógł odmówić sobie jednak nasycenia tekstu zwrotami mającymi spotęgować wrażenie, że Dreamland jest w ruinie (skrajnie nieprzyjazny kraj, mowa nienawiści, walka z spedaleniem, naciski polityczne na prokuraturę itp.), a mogą go odbudować wyłącznie komuniści. Za główne osie sporu z opozycją można uznawać walkę o ustrój wymiaru sprawiedliwości oraz kształt polityki zagranicznej, czego byliśmy już świadkami w ostatnich dniach. Ważne jest jednak dla nas wszystkich, bez względu na poglądy polityczne, aby rząd Torkana Ingawaara nie stracił wytrwałości w dążeniu do realizacji swoich celów oraz intensywnie pracował na rzecz Królestwa, czego serdecznie życzę jego ekipie.