Od małego rozkroku do szpagatu

9 sierpnia 2017 roku Karolina von Lichtenstein, Sarmatka z krwi i kości, wstąpiła na tron Królestwa Dreamlandu jako Karolina Aleksandra. 3 tygodnie później Elderlandczycy powierzyli jej koronę również u siebie. Większa część społeczeństwa przyjęła nową monarchinię z entuzjazmem, a społeczeństwo stosunkowo wysoko oceniło jej zdolności koalicyjne z dwoma głównymi partiami: Klubem Politycznym św. Augustyna (6 głosów) i Komunistyczną Partią Dreamlandu (7 głosów). Mimo swych koncyliacyjnych walorów, które są kluczowe dla rozładowywania narosłych z czasem napięć wewnętrznych, nowa Królowa niesie ze sobą również szansę zbliżenia Wspólnoty Korony Ebruzów z Księstwem Sarmacji. Karolina Aleksandra dała temu wyraz wyjeżdżając z Grodziska w dniu objęcia tronu dreamlandzkiego:

Sarmacja i Dreamland przez lata miały bardzo różne relacje: zarówno z powodu oficjalnych stosunków dyplomatycznych, jak i przepływu mieszkańców. Raz niemalże doszło do unii personalnej, wiele razy zastanawiano się nad możliwością bliższego zbliżenia się obu krajów, zarówno na forum Księstwa, jak i Królestwa.

(…)

Obecnie moim priorytetem staje się dbałość o dobro Królestwa Dreamlandu. Jednocześnie mam nadzieję, że ta unikalna okazja przyczyni się do zbliżenia obu krajów i w dalszej perspektywie być może czegoś większego.

Najwidoczniej Królowa Karolina ma marzenie, którym nie chce się jeszcze pochwalić poddanym, snującym wizje o unii realnej Dreamlandu i Sarmacji. Przynajmniej ona ma marzenie o „czymś większym”.

Oczekiwania Dreamlandczyków

Zaintrygowany z jednej strony królewskimi niedopowiedzeniami, a z drugiej społecznymi domysłami, zainicjowałem sondę na temat pożądanego przez Dreamlandczyków kierunku stosunków dwustronnych na linii Ekorre-Grodzisk w rocznym horyzoncie czasowym. Wyniki badania mogą przysporzyć Królowej bólów głowy.

Sonda: W jakim kierunku powinny zmierzać stosunki Dreamlandu z Sarmacją?

Wyniki sondy skorygowano o udział obcokrajowców, wg informacji administracji forum.

Stosunkiem głosów 3 : 1 można opisać oczekiwaną temperaturę stosunków dreamlandzko-sarmackich. Zdecydowana większość obywateli Królestwa Dreamlandu chce, aby nasze państwo obrało bardziej konfrontacyjny kierunek niż dotychczas. Wśród form konfrontacji absolutnym „hitem” okazało się oczekiwanie wszczęcia wojny o Awarę Południową, na co oddano aż 42% wszystkich głosów – wyraźnie więcej od drugiej opcji, tj. nasilania konkurencji o prymat na świecie (16% głosów). Ponadto co piąty głos padł na warianty mówiące o tworzeniu stanu permanentnych sporów albo konfliktu o podłożu ideologicznym (starcie cywilizacji). Wśród oczekiwań zbieżnych z nadziejami Korony największe poparcie zyskało pragnienie ustanowienia unii personalnej między Dreamlandem i Sarmacją (13%), co musiałoby się wiązać najpewniej z wyniesieniem Karoliny także na sarmacki tron. Znikoma ilość głosów padła z kolei na ustanowienie sojuszu, podejmowanie ściślejszej współpracy czy zachowywanie zwykłych dobrosąsiedzkich stosunków. Wszystko to jednak wydaje się bez znaczenia, gdyż z ankiety płynie dziś jeden przekaz: Dreamlandczycy są walczyć o Awarę Południową!

Zbliżanie oddalających się od siebie państw

Pragnienie konfliktu zbrojnego z największą mikronacją świata wirtualnego może wydawać się z pozoru czymś niezrozumiałym w świetle faktu, że na czele państwa dreamlandzkiego stoi Sarmatka, chcąca sukcesywnego ocieplania relacji, jak również wobec faktu, że niedawne wybory Premiera Rządu Królewskiego wygrał Oskar ben Grozny Witt, który także zapowiada ocieplenie relacji z Grodziskiem. Od II połowy 2015 roku niezaprzeczalnym jest również fakt, że sam przedmiot sporu legalnie należy dzisiaj do Księstwa Sarmacji (Królestwa Baridasu). Nie zawsze tak jednak było.

Status Awary Południowej na mapie świata po 17 grudnia 2014 roku, tj. w dniu rozpoczęcia sarmackiej okupacji południowej części wyspy.

Propagandowa wojna o Awarę Południową między Sarmacją a „nieistniejącą” Scholandią „zakończyła się” 17 grudnia 2014 roku (koniec tzw. Operacji „Freedom”). Od tego dnia aż do 12 lipca 2015 roku Księstwo Sarmacji okupowało terytorium Królestwa Scholandii, które z racji cofnięcia jego uznania przez Grodzisk – żadnego traktatu pokojowego z nim nie zawarło. 13 lipca 2015 roku Scholandia zawarła jednak inny traktat – o unii z Dreamlandem, wskutek czego Księstwo Sarmacji zaczęło od tego momentu gwałcić traktat o stosunkach dyplomatycznych. Już jego pierwszy artykuł mówi:

Dreamland oraz Sarmacja wyrzekają się przemocy we wzajemnych stosunkach i postanawiają rozwiązywać wszelkie spory na drodze dyplomatycznej.

Tymczasem sarmacka okupacja trwała w najlepsze jeszcze cały miesiąc, aż 14 sierpnia sarmacki książę dokończył proces ratyfikacji innego traktatu, na mocy którego Królestwo Dreamlandu zrzekło się Awary Południowej na rzecz Księstwa Sarmacji, ale także, co ciekawe w świetle nieuznawania Scholandii za państwo przez Sarmację, ta uznała jego unię z Dreamlandem (sic!). W takiej formie Awara Południowa dotrwała do dziś, będąc beczką prochu, przy której ogień od czasu do czasu zapala się na nowo. Najczarniejszym snem Królowej Karoliny Aleksandry jest więc sytuacja, gdy ogień dotrze do awarskiej beczki prochu. Patrząc po nastrojach społecznych Dreamlandczycy wręcz na to niecierpliwie czekają. Czeka także część ich adwersarzy zza morza. Tylko chyba nie Królowa, realizacja marzenia której może się oddalać.

Królowa w rozkroku

Jednak, oczywiście, jestem Królową Dreamlandu, a nie Księżną Sarmacji, więc będę działała na korzyść Królestwa Dreamlandu i w porozumieniu z Rządem ustalimy właściwy kurs akcji w tej materii. Będę optowała za pokojowym rozwiązaniem kwestii Awary, które zadowoli obie strony i jednocześnie pozwoli utrzymać reputację Królestwa Dreamlandu jako państwa, które respektuje zawierane umowy.

To fragment królewskiej odpowiedzi na wzmiankowane wyżej badanie opinii publicznej na temat pożądanych kierunków stosunków z Sarmacją. Poprzedzone jest ono jednak masą zdań i podkreśleń, które można podsumować następująco: „nie róbcie głupstw, ja na wojnę iść nie chcę!”. Królowa stara się bowiem robić wszystko, by uspokoić społeczeństwo, podkreślać znaczenie zawartych traktatów i utrzymywać nas w roli potulnego chłopca do bicia, „bo standardy!”

Złe światło pada na Królową również przez jej czynny udział w sarmackiej agresji zbrojnej na Awarę Południową. Nie tylko zresztą na nią, ale i na jej Marszałka Dworu – Siergiusza Asketila. Oboje czynnie współpracowali i byli współautorami sarmackich żądań pod adresem Królestwa Scholandii – Karolina von Lichtenstein i Siergiusz Asketil podpisali się przecież pod ultimatum wobec Scholandii. Dziś byłoby jeszcze śmieszniej, gdyby na dodatek Tomasz Ivo Hugo był dajmy na to dreamlandzkim następcą tronu! Co więcej Królowa została również zmobilizowana przed atakiem na Awarę Południową zasilając oddziały agresora. Dreamlandzki Dwór Królewski ma więc żywotny interes w tym, aby uspokajać społeczeństwo i tuszować sprawę, gdyż postawiony pod ścianą przez suwerena znajdzie się po prostu w konflikcie interesów, z którego ekipie Karoliny Aleksandry będzie bardzo trudno wybrnąć, zachowując twarz wobec swoich sarmackich przyjaciół jak również dreamlandzkich poddanych. W pewnej chwili Królowa stojąca jedną nogą na sarmackiej, a drugą na dreamlandzkiej ziemi, będzie musiała zdecydowanie i jasno stanąć na jednym z tych oddalających się od siebie lądów, aby zwyczajnie nie wypaść z gry.

Wojna standardem cywilizacji

Księstwo Sarmacji jest państwem gnijącym od środka. Jednakże dużo wody w sarmackich rzekach jeszcze upłynie, nim ten kolos na glinianych nogach osunie się na ziemię, by skonać. Zmierzając jednak do tego celu cały czas pokazuje światu swoje „standardy” – wycofywanie uznania innych krajów, aby je napaść, by potem uznawać ich unię z innymi państwami, prowadzenie wojen za pomocą obrazków wstawianych na swoim terenie, pokazywanie pośladków rysunkowych i fotograficznych, także jako odpowiedzi na oficjalne noty dyplomatyczne, kopiowanie terytoriów należących do innych państw. Długo można wyliczać symptomy sarmackiego zepsucia i upadku standardów.

Tymczasem dreamlandzki krąg cywilizacyjny wciąż niesłusznie zdaje się uważać, że to wojna jest ukoronowaniem upadku standardów. Oczywiście nie taka wojna, jak w sarmackim wydaniu. Mikronacje są jednak miejscem, w którym można, a współcześnie być może aż prosi się, by konflikt międzynarodowy na cywilizowanym (dreamlandzkim) poziomie prowadzić. Wystarczy przecież dostrzec, jak zbawiennym w skutkach okazało się podpalenie dreamlandzkiej sceny politycznej, na której cały czas tarzają się ze sobą konserwatyści z radykałami, komunistami, alfonsami, ludowcami i Bóg jeden raczy wiedzieć z kim jeszcze. Jest to walka realna, padają w niej prawdziwe ciosy, są prawdziwi zabici i ranni. Dzięki temu Dreamland żyje i dzięki temu, że Dreamland może kiedyś rozpocząć wojnę na własnych warunkach – przeżyje Mikroświat. Wojna, której w rzeczywistości Sarmacja się boi, gdyż potrafi ją prowadzić tylko pyskówkami i obrazkami czołgów, może mieć przełomowe znaczenie dla historii v-ludzkości.