Sukces w sprawie Sukcesa

W poprzednim artykule Znowu kipi spod pokrywki opowiedziałem o motywach wystosowania skargi do Sądu Królestwa, której sens został ujęty tak:

Od jakiegoś czasu zdaję sobie sprawę z wątpliwego prawnie umocowania Torkana Ingawaara w Księstwie Skytji oraz o wątpliwych prawnie dekretach, które ten wydaje, dlatego postanowiłem skierować do Sądu Królestwa skargę z żądaniem, skrótowo, pozbawienia Ingawaara jego lenna.

Po bardzo szybkim postępowaniu Sąd Królestwa wydał dwa niezwykle istotne orzeczenia, póki co w pełni mnie zadowalające. Jednym z nich jest postanowienie wydane w toku postępowania i odrzucające skargę częściowo, a drugim wyrok kończący postępowanie.

„Tak zwane dekrety Księcia Skytji”

Sąd Królestwa oddalił skargę w części, która dotyczyła dekretów książęcych. W skardze było wskazywane, że Książę Skytji nie ma prawa do ich wydawania, przez co były one skarżone. Sąd Królestwa potwierdził moje zarzuty. W postanowieniu oddalającym część skargi wyjaśnione zostało ponad wszelką wątpliwość, że:

Skarżący skierował swoją skargę — między innymi — przeciwko tak zwanym „dekretom Księcia Skytji”. Zauważyć trzeba, co wskazał Sąd w postanowieniu z dnia 8 stycznia 2018 r. (Królestwo v. Ingawaar), że Książę Skytji nie jest organem władzy publicznej. Jest to zaledwie godność publicznoprawna o znaczeniu głównie prestiżowym. Nie ma mowy o tym, aby Księciu przysługiwały jakiekolwiek uprawnienia prawodawcze.

Nie może istnieć spór co do ważności „dekretów Księcia Skytji”, jako aktów prawodawczych, gdyż nie mogą one być aktami prawodawczymi; nie pochodzą od organu władzy publicznej.

Oddalając część skargi Sąd Królestwa przyznał mi rację, wskazując, że „tak zwane dekrety Księcia Skytji” nie są aktami prawodawczymi, ponieważ Książę Skytji nie jest organem władzy publicznej. Skarga w tej części została więc oddalona właśnie z tego powodu, że nie mogłem zaskarżyć czegoś, co nie jest aktem prawa! Wynika z tego, że nikt w Królestwie nie ma obowiązku stosowania się do „tak zwanych dekretów Księcia Skytji”, a co więcej – powinien je ignorować. W części skargi, gdy mówiłem o wątpliwych prawnie dekretach Księcia Skytji odniesiony został pełen sukces. Przejdźmy jednak dalej.

Żółta kartka

Z kolei wyrok kończący postępowanie oddala skargę. Osoby sympatyzujące z Torkanem Ingawaarem odtrąbiły z tego powodu jego zwycięstwo, a i sam zainteresowany nie ukrywa swojego zadowolenia z wyniku postępowania. Niestety ich zadowolenie jest przedwczesne. Księciu Skytji została bowiem wymierzona tylko żółta kartka, gdyż Sąd Królestwa oddalił skargę z powodu zaskarżenia niewłaściwej osoby, co było zabiegiem celowym. Sprawa dotyczyła bowiem postanowienia królewskiego, które aktem prawnym oczywiście już jest, więc z tego powodu Sąd rozpatrywał skargę w tej części. Torkan Ingawaar, co oczywiste, nie był organem wydającym postanowienie królewskie, dlatego Sąd nie znalazł związku między skarżącym a skarżonym.

Ochrona prawna dotyczy prawa lub interesu prawnego, istniejącego po stronie skarżącej, a jej udzielenie musi się wiązać z naruszeniem, popełnionym przez stronę skarżącą*. W przedmiotowym przypadku skarżący Daniel von Witt skarży akt urzędowy Króla, jednak kieruje swoją skargę przeciwko osobie fizycznej, Torkanowi Ingawaarowi. Zachodzi zatem oczywisty brak biernej legitymacji procesowej po stronie skarżonej.

* powinno być „skarżoną”

Tak więc naruszenia przepisów Dekretu Królewskiego o tytułach honorowych, na podstawie którego Torkan Ingawaar został Księciem Skytji, nie dokonał Torkan Ingawaar, który był tylko beneficjentem postanowienia królewskiego, ale Król. Tak więc, gdyby chcieć pozbawić Księcia Skytji jego tytułu należałoby skarżyć Króla. Nie zostało to jednak uczynione, aby okazać dobrą wolę Księciu Skytji i wyperswadować mu, że jeszcze może dokonać zmiany swojej postawy i uratować „godność publicznoprawną o znaczeniu głównie prestiżowym”.

Książę stracił atrybuty, których nigdy nie miał

Jeszcze zanim wyrok został wydany napisałem o tym w odpowiedzi na wystąpienie Premiera Rządu Królewskiego, mówiąc:

(…) nie wyobrażam sobie dwóch rzeczy. Po pierwsze tego, że w Królestwie Dreamlandu prawo będzie stanowiło jedynie fasadę (…) Po drugie – nie wyobrażam sobie, aby w wyniku złożonej przeze mnie skargi Księstwo Skytji miałoby pozostać bez gospodarza (…) Można sobie pomyśleć jak pogodzić jedno z drugim? Można to pogodzić i trzeba to pogodzić, tylko do sprawy należy podejść uczciwie i w poszanowaniu przepisów prawa. (…)

Już dziś Książę został w zasadzie ogołocony z przymiotów, które wierzył, że posiada (np. prawo do wydawania aktów prawa lokalnego). Sąd stwierdził bowiem, że piastuje on godność prestiżową (honorową) i to wszystko. Gdyby do tego skierować jeszcze skargę na Króla to Torkan Ingawaar straciłby swój tytuł i swoje lenno. To się jeszcze nie stało i stać nie musi, jeśli Książę Skytji wyciągnie z sądowej batalii prawidłowe wnioski.