Jak życie w Związku Radzieckiego? Pod kontrolą

„Ustanowienie w pełni demokratycznego systemu rządów w Dreamlandzie” jest pierwszym z haseł manifestu politycznego dreamlandzkich komunistów, z obozu których wywodzi się sprawujący dziś władzę wykonawczą Premier Prezerwatyw Tradycja Radziecki. Ekipa rządząca nie dokłada jednak wielkich starań, by dreamlandzka demokracja miała jak największą liczbę aktywnych wyborców, gdyż wiadomym jest, że w sposób scentralizowany prościej kierować systemem mniejszym. Być może również z takiego założenia wychodzą nasi rządzący, gdy jeden z ministrów stwierdza w Parlamencie, że promocja nie stanowi żadnego zainteresowania jego resortu. W interesie komunistów nie leży więc wzrost liczby ludności Królestwa. Ich celem nie jest nawet demokratyzacja, która jest procesem zwiększania zakresu władzy (i kontroli) obywateli nad rządzącymi. Komunistyczna Partia Dreamlandu zmierza w przeciwnym kierunku, dążąc do stopniowej totalitaryzacji. Cechami państwa totalitarnego są np. kontrola aktywności i działań społeczeństwa, centralizacja władzy czy wymiar sprawiedliwości skonstruowany na zasadzie aparatu represji wobec obywateli niepodporządkowujących się władzy. Zjawiska takie powolutku w Królestwie zachodzą.

Kontrola nad referendami

19 stycznia 2018 roku weszła w życie nowa ustawa o referendach autorstwa Premiera Rządu Królewskiego. W stosunku do przepisów uprzednio obowiązujących nowe regulacje ograniczają prawa obywatelskie i zakres wpływu społecznego na to, co robią rządzący. Obecna ekipa stoi zresztą na stanowisku, że pomiędzy wyborami w Królestwie panować ma dyktatura Premiera, któremu nie można przeszkadzać w realizacji jego pomysłów wyborczych. Co jednak zawiera w sobie nowa ustawa o referendach?

Pierwszym, być może największym utrudnieniem dla obywateli jest podejmowanie przez nich inicjatywy referendalnej. Dotychczasowe przepisy mówiły, że Król zarządzi referendum z wniosku obywateli, jeżeli poprą go co najmniej 3 osoby. Nowe regulacje podniosły ten limit do 6 osób. Co to oznacza w praktyce? Otóż to, że do zarządzenia referendum ogólnokrajowego potrzebne jest poparcie takiego wniosku referendalnego przez niemal 1/4 wszystkich wyborców (w drugiej turze ostatnich wyborów Premiera wzięło udział 26 osób). Wiedząc, że nie wszyscy wyborcy angażują się w życie publiczne oraz zakładając, że środowiska opozycyjne chciałyby przeprowadzić istotne dla nich referendum, to zebranie dostatecznej liczby podpisów pod ich inicjatywą jest praktycznie niemożliwe. O wiele łatwiej jest przeprowadzić wniosek referendalny przez Parlament Królewski, który liczy obecnie 10 deputowanych. W najgorszej bowiem sytuacji musiałoby go poprzeć 6 parlamentarzystów, a w praktyce mniej, gdyż czasami zdarzają się absencje czy głosy puste. Zupełną swobodę ma w zarządzaniu referendów król, co stanowi zachętę do tworzenia się lobby w jego otoczeniu, podsuwających mu wnioski referendalne w sposób pozaustawowy. Ryzyko takie jest bardzo realne podczas obecnego panowania, gdyż Królowa już dwukrotnie korzystała z usług osób trzecich przy wydawaniu „własnego” prawa.

Kolejnym utrudnieniem w ustawie o referendach jest zastrzeżenie, że referendum wiążące (tj. takie, w którym decyduje się o przyjęciu aktu prawnego) może być przeprowadzone tylko w sprawach przewidzianych przez Kartę Konstytucyjną. Co na to Karta Konstytucyjna? Nic. Nie wymienia ona żadnych konkretnych spraw do rozstrzygania w referendach. Nawet jej samej nie można w drodze referendum zmienić, właśnie z uwagi na przepisy nowej ustawy o referendach. We wszystkich innych sprawach, jeśli wniosek przeszedł weryfikację określoną art. 6 ust. 2, można przeprowadzić tylko referendum wyrażające opinię na dany temat. Tu też jest haczyk – Król musi uznać przedmiot referendum za sprawę szczególnego znaczenia.

Aby więc poddać pod głosowanie, tylko konsultacyjne, sprawę, która nie jest na rękę ekipie rządzącej lub Królowi – trzeba liczyć na cud. Można więc wyraźnie podkreślić, że nowa ustawa o referendach jest fasadą demokracji.

Co zatrważające, te rygorystyczne przepisy przyjął Parlament Królewski stosunkiem głosów 6 do 1. Debata nie odbyła się, bo żaden z deputowanych nie zechciał się w sprawie wypowiedzieć. Jeżeli Premier – projektodawca ustawy – sugerował się kondycją Parlamentu tworząc nowe regulacje ograniczające prawa obywatelskie, to może miał rację?

Kontrola nad aktywnością międzynarodową

Jeszcze zanim do Parlamentu Królewskiego trafił projekt ustawy o referendach, znalazł się tam także projekt ustawy o dyplomacji (obszaru dotychczas w ogóle nieregulowanego). Wersja pierwotna, autorstwa Prezerwatywa Tradycji Radzieckiego, tylko nieznacznie różni się od wersji ostatecznej, która weszła w życie 24 stycznia 2018 roku. Intencją projektodawcy było wprowadzenie tutaj totalnej i scentralizowanej kontroli nad każdym przejawem aktywności międzynarodowej wszystkich instytucji publicznych w Królestwie, jeśli miałaby ona mieć postać sformalizowaną. Rząd Królewski chciał bowiem, aby każda instytucja krajowa zawierająca lub rozwiązująca umowę z dowolnym podmiotem zagranicznym, posiadała na to zgodę Ministerstwa Spraw Zagranicznych lub Komitetu Spraw Zagranicznych. W praktyce miałoby wyglądać to tak, że nawet najdrobniejsza instytucja (np. miasto, galeria, instytucja dobroczynna) musiałaby realizować politykę władzy centralnej. Ostatecznie udało się ograniczyć znaczenie tego przepisu za sprawą jedynej poprawki, która dokonała przeformułowania przepisu w ten sposób, że MSZ ma wpływ tylko na umowy instytucji federalnych, które nie podlegają Królowi. Był to jedyny możliwy konsensus, który Parlament Królewski mógł zaaprobować, ponieważ najlepszym wyjściem byłoby usunięcie przepisu całkowicie. Takie rozwiązanie, w odniesieniu do innej sprawy, proponowała inna poprawka, której Parlament jednak nie przyjął.

Rząd osiągnął więc połowiczny sukces, gdyż rozbito ośrodki kontrolujące umowy, ale pełen sukces w ogóle wprowadzając w życie jakieś przepisy o kontroli umów zawieranych przez instytucje publiczne z podmiotami zagranicznymi. Dalsze edukowanie społeczeństwa w tej kwestii powinno z czasem pozwolić na usunięcie tych szkodliwych przepisów całkowicie.

Jak w sprawie tej ustawy zachował się Parlament Królewski? Ustawa przeszła stosunkiem głosów 4 do 1. 3 deputowanych wstrzymało się.

Kontrola nad celami wyjazdów zagranicznych

W dniu wejścia w życie ustawy o dyplomacji Rząd Królewski zgłosił do Parlamentu Królewskiego kolejnego potworka legislacyjnego. Tym razem chodzi o projekt ustawy o funkcjonowaniu formacji zbrojnych. Oprócz paraliżującej obywateli ustawy o referendach ten projekt jest jeszcze bardziej szkodliwy, gdyż przewiduje zwiększanie biurokracji i centralnej kontroli nad poczynaniami obywateli, wydawanie zezwoleń na wyjazdy z kraju, kontrolowanie celu i miejsc wyjazdów oraz represjonowanie osób niestosujących się do wydanych zezwoleń.

Projekt ustawy pozwala obywatelom na zrzeszanie się w prywatnych formacjach zbrojnych, jednak dalej zaczynają się schody. Art. 2 ust. 1 projektu stwierdza z pozoru rzecz banalną: „prawo Królestwa Dreamlandu obowiązuje na terenie Królestwa Dreamlandu”. Pojawia się tam jednak bariera dla prywatnych i lokalnych formacji zbrojnych polegająca na tym, że będą one mogły opuścić Królestwo i działać gdzieś na świecie tylko wtedy, gdy Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyda im na to koncesję za zgodą Komitetu Spraw Zagranicznych. Innymi słowy: by wyjechać z Królestwa z formacją zbrojną (wojskową lub paramilitarną) potrzeba na to zgody władz centralnych, które będą chciały wiedzieć, „gdzie, po co i na jak długo, ale nie na dłużej niż na 3 miesiące” (art. 2 ust. 2) wyjeżdża dana formacja zbrojna, która nawet po otrzymaniu koncesji może ją stracić, jeżeli w centrali coś się zmieni lub cokolwiek na świecie się zmieni (art. 2 ust. 3).

Mało tego! Oprócz wydawania koncesji na wyjazdy zagraniczne formacji zbrojnych ma być na dodatek prowadzony specjalny rejestr koncesji, czym ma się trudnić Minister Spraw Wewnętrznych. Dla ułatwienia tej „jakże ważnej” pracy, może sobie w tym celu zrobić specjalny program komputerowy i określić rozporządzeniem zasady jego działania.

Komuniści przewidują również skok na majątek formacji zbrojnych, które zostaną wykreślone z rejestru w związku z naruszaniem przepisów ustawy lub wydanych koncesji. Majątek i uzbrojenie takich formacji zbrojnych ma podlegać nacjonalizacji.

Wisienką na tym totalitarnym torciku jest przepis karny z art. 14, mówiący, że jeżeli obywatel działać będzie na szkodę interesu państwa albo działać będzie poza granicami Królestwa bez koncesji to może zostać skazany na miesiąc więzienia albo na banicję. Wbrew pozorom nie dotyczy to sytuacji aktywności międzynarodowej krajowych formacji zbrojnych, ale nawet aktywności w Królestwie. Jeżeli bowiem władza uzna, że działalność danej formacji zbrojnej, legalnie istniejącej na podstawie przepisów ustawy i działającej nawet tylko i wyłącznie na terenie Królestwa, zagraża interesowi państwa, to obywatele w to zaangażowani mogą być skazywani przez Sąd Królestwa nawet na przymusową wyprowadzkę z państwa, a ich majątek włożony do tych formacji zbrojnych, zagrabiony przez państwo.

Związek Socjalistycznych Republik… Radzieckiego

Biorąc pod uwagę kolejność zgłaszanych projektów ustawodawczych przez Premiera Prezerwatywa Tradycję Radzieckiego (ustawa o dyplomacji, ustawa o referendach, ustawa o formacjach zbrojnych) widać stopniowe nakręcanie spirali totalitaryzacji państwa. W Parlamencie Królewskim pojawiają się coraz to nowe regulacje prawne o coraz potworniejszym wyrazie, a tempo prac legislacyjnych rządu nie maleje. W przyszłości można spodziewać się nawet zwiększenia liczby projektów ustawodawczych rządu, gdyż na innych polach jego aktywności bardzo mało się dzieje. Jeżeli Parlament Królewski nie będzie z rozwagą i namysłem analizował zgłaszanych projektów ustawodawczych, to już niebawem możemy egzystować w jednym wielkim obozie koncentracyjnym Premiera Radzieckiego, który chce kontrolować wszystkie nasze poczynania. Dla osoby myślącej w kategoriach interesu narodowego, państwowego i obywatelskiego powinno być jasnym, by takie totalitarne projekty ustaw odrzucać, gdyż nie stanowią one form rozwiązywania realnych problemów państwa, a tylko są narzędziami likwidacji zachowań niepożądanych i dotychczas niekontrolowanych, dając wyraz krótkowzroczności Premiera, którego ekipa rządząca wraz z najaktywniejszą częścią swojego elektoratu zmierza do wyludnienia Królestwa Dreamlandu. Można temu jeszcze przeciwdziałać.