Rząd Radzieckiego na półmetku

Dokładnie przed dwoma miesiącami Prezerwatyw Tradycja Radziecki rozpoczynał swoją kadencję jako Premier Rządu Królewskiego. W drugim dniu swojej kadencji powołał Rząd Królewski, którego członkami zostali: Pan Premier jako Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Minister Spraw Zagranicznych, Jezus Ipanienko jako Minister Kultury, a także Tomasz von Habsburg jako Wiceminister Spraw Wewnętrznych i Administracji i Fryderyk Orański-Nassau jako Wiceminister Spraw Zagranicznych. Stanowiska kierownicze objęli członkowie KPD, zaś podlegli im wiceministrowie to byli i obecni członkowie KPA. W dniu powołania Gabinetu Premier Radziecki wygłosił również swoje expose. Warto sprawdzić jak prezentuje się studium wykonalności planów szefa rządu i styl rządzenia „ponadpartyjnej” ekipy władzy.

Na początek – korona w kieszeń

Logo Rządu bez korony

Jednym z pierwszych działań nowego Premiera była wymiana wcześniejszego systemu identyfikacji wizualnej Rządu Królewskiego na taki, w którym centralne miejsce zajmuje niebieska figura dwugłowego orła Królestwa Dreamlandu, z tym, że w stosunku do godła – pozbawiona korony. Wokół sprawy wybuchła w grudniu 2017 roku awantura. Wskazywałem w niej, że jest to zabieg celowy, gdyż nie od dziś wiadomo, że Komunistyczna Partia Dreamlandu chciałaby zniesienia monarchii. Nie mogli zdzierżyć orła w koronie, to zmienili godło w logo bez korony. Jak pokazuje dotychczasowy przebieg kadencji – odbywa się to z pożytkiem dla Korony Królestwa.

Polityka informacyjna – plusy i minusy

Kontakt Rządu Królewskiego z obywatelami wziął na siebie sam Premier Radziecki, reorganizując funkcjonowanie jawnej części działów rządowych. Zdając sobie sprawę, że polityka informacyjna jest na ogół piętą achillesową każdej ekipy rządzącej, uruchomił Biuro Prasowe, a wraz z upływem czasu rozpoczął publikowanie raportów z prac rządu (pierwszy, drugi, trzeci). Wszystkie te wątki pojawiają się jednak tam, gdzie obywatele załatwiają sprawy administracyjne, a niektóre są na dodatek zamknięte, przez co te suche komunikaty rządowe nie wywołują żadnej dyskusji. Jeśli już ktoś sobie jej życzy, musi ją wszczynać w innym miejscu. Warto również zwrócić uwagę na mizerną szczegółowość raportów rządowych, na co już w pierwszym z nich zwrócił uwagę Wiceminister Spraw Zagranicznych. Premier zignorował go całkowicie.

Interpelacje

Minister Kultury odpowiada na interpelację.

Ignorancja to również bardzo delikatne określenie na sposób komunikacji kierowników resortów z obywatelami i innymi organami władzy. Przykładowo, Minister Kultury Jezus Ipanienko znajduje czas wiele ulicznych połajanek, gdy tymczasem niezwykle ciężko przychodzi mu udzielanie odpowiedzi na interpelacje deputowanych. Pierwszą w tej kadencji złożono 11 stycznia. Minister, zgodnie z przepisami Karty Konstytucyjnej, ma 14 dni na złożenie odpowiedzi. Jezus Ipanienko wykrzesał z siebie po jednym zdaniu na każde pytanie niemal po upływie konstytucyjnego terminu. Na pytania precyzujące, co miał na myśli, odburknął: „Jeżeli to interpelacja, to proszę złożyć odpowiedni wniosek”. Wypada dopowiedzieć: „… na który z łaski odpowiem po dwóch tygodniach”.

Minister z „zajebistymi kompetencjami”

Tymi słowami Jezus Ipanienko rozpoczął swoje urzędowanie jako Minister Kultury w Dreamlandzie. Kultury. W Dreamlandzie. Po otrząśnięciu się z takiego obrotu spraw warto przyjrzeć się, jak supermoce Jezusa są wykorzystywane dla rozwoju kultury w Królestwie. Premier Radziecki obiecał w tym zakresie niewiele, a w zasadzie nic: rzadsze, ale lepiej nagradzane konkursy oraz przegląd instytucji. O realiach działania Ministerstwa Kultury pewnym źródłem informacji są rządowe raporty. Z przeglądu ich wszystkich dowiadujemy się, że Jezus Ipanienko zaktualizował Tutorial, uruchomił Dreamlandzką Agencję Radiową oraz wcielił Bibliotekę im. Świętej Róży i Czytelnię Królewską do Uniwersytetu Królewskiego. „Zajebisty” dorobek to: aktualizacja jednej strony internetowej, wypuszczenie dwóch audycji radiowych i napisanie nowego statutu dla UKD.

Fabryka socjalistycznych praw

Tak wygląda kancelaria Parlamentu Królewskiego po wizycie Superministra Radzieckiego.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji jest największym resortem, kierowanym osobiście przez Premiera Prezerwatywa Tradycję Radzieckiego. Większość jego aktywności pompowane jest w produkcję coraz to nowych projektów ustaw, a w pozostałym zakresie – w zmiany rozporządzeń czy wykonywanie ustawowych obowiązków (czym o dziwo rząd też się chwali). Jak czytamy w rządowych sprawozdaniach, Ministerstwo zajmuje lub zajmowało się dotychczas projektami: ustawy o funkcjonowaniu formacji zbrojnych, ustawy o forum dyskusyjnym, ustawy o referendach. Tworzony jest również jakiś akt prawny ws. funkcjonowania funduszu gospodarczego. Dwie z wymienionych ustaw ujrzały już światło dzienne, pokazując nam totalitarne oblicze obozu władzy. Ustawa o referendach, która już obowiązuje, stanowi pośmiewisko, na jakie Rząd Królewski wystawił obywateli oraz ich prawa do decydowania o losach i kształcie państwa i polityki. Z kolei ustawa o funkcjonowaniu formacji zbrojnych jest socjalistycznym potworkiem zwiększonej kontroli i biurokracji, bez których spokojnie można się obejść, bo przecież lokalne formacje zbrojne bardzo dobrze radzą sobie bez ustawy dzisiaj. Rząd Królewski chce jednak objąć nad tym kontrolę oraz karać tych obywateli, którzy nawet działając prywatnie i legalnie, nie będą realizować polityki centrali. Całość wysiłków Superministra Radzieckiego i pomagającego mu Wiceministra Habsburga wygląda najlepiej w porównaniu z innymi resortami, jednak cel i charakter tych działań nie jest słuszny.

Awara Południowa i Wandystan

Resort spraw zagranicznych, w którym zatrudnieni są Premier (jak zwykle) i Fryderyk Orański-Nassau pochłonięty jest przede wszystkim dwoma sprawami: Awarą Południową i negocjacjami z Wandystanem. W kwestii pierwszej – Rząd Królewski w pierwszej połowie grudnia zeszłego roku przygotował i zaaprobował kompletny plan działania, by Awarę Południową odzyskać, ale nic w tej sprawie dalej nie wiadomo. Wiadomo jednak, że w efekcie na inicjatywę referendalną nt. stosunków z Księstwem Sarmacji, Rząd wykrzesał z siebie siły, by napisać nową ustawę o referendach, aby inicjatywę zablokować. Wydźwięk jest jasny: „Awary Południowej nie odzyskamy, ale niech nikt się nie wtrąca w procesy decyzyjne z tym związane, a już zwłaszcza obywatele”. Nie lepiej nasi dyplomaci radzą sobie w przyciąganiu do Królestwa Wandystanu. Szumnie zapowiadana unia skończy się prawdopodobnie jakąś „umową o współpracy” i migracją Wandejczyków na dreamlandzkie forum. Warto jednak wspomnieć o ustawie o dyplomacji – innego dzieła Radzieckiego, które weszło niedawno w życie. Nowa ustawa precyzuje liczne kwestie związane z bieżącą pracą Komitetu Spraw Zagranicznych. Tyle tylko, że tak jak z ustawami wypoconymi w MSWiA – i bez tej ustawy KSZ dobrze funkcjonował przez całe lata.

Po co te utrudnienia?

Komuniści centralizują władzę i ograniczają swobody obywatelskie.

Mimo, że opisane wyżej działania, wydawałoby się, pozytywnie świadczące o Rządzie Królewskim, nie należą na pewno do najmniejszych, jednak patrząc przez pryzmat priorytetów tej ekipy, takich jak odzyskanie Awary Południowej, unia z Wandystanem, rozwój kultury, trudno nie odnieść wrażenia, że do realizacji tych celów zabraknąć może nie jednej kadencji. Największe jednak wątpliwości budzi charakter i cel działań wewnętrznych. Widać wyraźnie, że wszystkie inicjatywy ustawodawcze podyktowane są walką z konkurentami politycznymi i ograniczaniem praw obywatelskich. Trudno bowiem zrozumieć, dlaczego zniszczono obywatelskie prawo do referendów lub nakłada się nadzór na obywateli za wypowiadanie krytycznego zdania na temat osób o odmiennych preferencjach seksualnych. Nie sposób również zrozumieć, co dobrego mają przynieść bariery nakładane na instytucje publiczne w kwestii ich aktywności zagranicznej lub problemy, jakie mogą spotkać obywateli zaangażowanych w aktywność prywatnych formacji zbrojnych. Jak bardzo ograniczeni muszą być nasi rządzący, aby uznali własnych obywateli za największy problem w rozwoju Królestwa?