Federacja to absurd. Co dalej z Unią?

Tegoroczne obchody Święta Królestwa nie należały do spektakularnych, ani nawet do akceptowalnych. Chociaż od założenia Królestwa Dreamlandu oraz rozniecenia ognia mikronacjonlizmu w Polsce minęło już 20 lat, dreamlandzcy republikanie, mimo szumnych zapowiedzi składanych w ciągu ostatnich miesięcy, kompletnie oblali egzamin z patriotyzmu, rządzenia i sztuki celebrowania ważnych momentów z naszej historii. Republikańscy przywódcy, Król i Premier, skusili się jedynie na dwa posępne przemówienia. W wystąpieniu Alfreda w oczy rzuciła się smutna perspektywa tego, co może czekać Księstwo Furlandii i Luindoru oraz Królestwo Scholandii.

Nie mamy silnych i sprawczych ośrodków rządzących, za to wiele drobniejszych, z których da się tworzyć innym przeszkody i ciągnąć we własną stronę. (…) Do tego w niektórych kwestiach udało nam się odwrócić dobre zmiany, przeprowadzone po ostatnim kryzysie i przywrócić stan poprzedni, ze wszystkimi jego wadami. Myślę tu o elitarnym (i przeważnie nieobsadzonej) władzy sądowniczej, ale przede wszystkim o ustroju federacyjnym, który w społeczności liczącej dziesięć do piętnastu zaangażowanych osób jest smutnym absurdem. Spróbujmy sobie wyobrazić którykolwiek kraj federacji jako samodzielne państwo; nie wyglądałoby to dobrze. Przeprowadźmy zdroworozsądkowy podział: róbmy politykę w centrali, a kulturę i narrację w samorządnych krajach i podporządkowanych im, także według modelu lennego, okręgach.

(Przemówienie JKM Alfreda z okazji Święta Królestwa)

Kraje federacji tworzą Królowi przeszkody w jego polityce

Król Alfred jest ewidentnie niezadowolony z istnienia „drobniejszych” (czyli krajowych) i częściowo niezależnych od niego ośrodków decyzyjnych, które, jak uważa, tworzą innym „przeszkody”. Nie wiadomo co ma dokładnie na myśli, jednak patrząc na politykę scholandzką i saudadzką z ostatnich miesięcy i lat, można dojść do wniosku, że bardzo mu wadzą takie ich elementy, które godzą w jego centralistyczną wizję „dobra wspólnego”. Jak bardzo może mu to przeszkadzać to pokazał w Elderlandzie, usuwając mnie z urzędu Wicekróla, a następnie usuwając całe państwo z sieci. Ostatnio Premier Chamberlain uświadomił społeczeństwu, co jeszcze może być dla Króla przeszkodą – krytycznie odniósł się do pomysłu przeprowadzenia manewrów wojsk Księstwa, których celem byłaby symulacja wojny o Awarę Południową z udziałem Saudadzkich Sił Zbrojnych. Chociaż działania takie są w pełni legalne, mieszczące się nie tylko w granicach prawa, ale przede wszystkim urzeczywistniające zasadę nieskrępowanej i pokojowej aktywności to Korona ewidentnie będzie dążyć do ograniczania tych swobód i centralizacji władzy, po to, aby mieć jak najmniej przeszkód na swojej drodze. Nie chodzi przecież o przeszkody tworzone innym, ale przeszkody tworzone jej samej.

Tradycyjna federacja to odwrócenie dobrych zmian

Król nie poprzestaje na kiwaniu palcem w stronę lokalnych decydentów. Uważa również, że federacja, będąca tradycyjnym modelem dreamlandzkiej struktury administracyjnej, to „zaprzeczenie dobrym zmianom” przeprowadzonym po roku 2015. W jego mniemaniu żaden dreamlandzki kraj federacji nie byłby zdolny do funkcjonowania jako niepodległe państwo. Nie wiem, czy Król chciałby się o tym rzeczywiście przekonać, bacząc na to, że Unia Saudadzka stanowi obecnie połowę potencjału demograficznego Królestwa Dreamlandu i jest dobrze zorganizowanym i relatywnie najaktywniejszym organizmem politycznym pośród tych o podobnym statusie w Dreamlandzie. Księstwo pracowało na swój status od początku istnienia. Ten wysiłek popłacił. Gdy na początku 2012 roku w Unii Saudadzkiej nie było jeszcze fundamentów, a jedynymi aktywnymi jej obywatelami byli książęta seniorowie Furlandii (Martin de Joustin) bądź Luindoru (Sted Asketil), odosobnionym rządzącym i rządzonym był Książę rezydujący w Buuren. Niemal cała reszta Unii Saudadzkiej była wówczas taką czarną dziurą, jaką jest cały czas Domena Królewska obecnie. Zakasano jednak rękawy i zabrano się do pracy, decyzje o rozwoju Księstwa podejmując tutaj, w Buuren, Saudade, Agendart i innych miejscach. Nigdy nikt o losach Unii Saudadzkiej nie decydował odgórnie, a warto przecież przypomnieć, że Unia Saudadzka powstała z woli samych obywateli Furlandii i Luindoru. Nie spotkał jej smutny los Morlandu, Surmali i Weblandu, które odgórnie wcielono do czarnej dziury Domeny Królewskiej. Teraz, gdy Unia Saudadzka znajduje się w dobrym stanie pod każdym względem, nikt z jej mieszkańców nie powinien pozwolić na to, aby Alfred miał o jej losie decydować. Aby dostrzec co jest dla naszego kraju dobre, to wystarczy go porównać z byłymi wschodnimi prowincjami Dreamlandu. Nasza mała ojczyzna tętni życiem, gdyż sami o nią dbamy i sami o niej decydujemy. Gdy się nam to odbierze, tak jak odebrano to nielicznym Surmalajczykom, Morlandczykom i Weblandczykom, to nasz dorobek zostanie niemal całkowicie wymazany, tak, jak wymazano ich dorobek. Od autonomii krajów federacji zależy ich przetrwanie i rozwój. Nie pozwólmy sobie tego odebrać żadnej władzy federalnej.

Gdzie pracować i co robić? Król pokaże palcem

Alfred posuwa się również do „przeprowadzenia zdroworozsądkowego podziału” i radzi robić politykę w centrali, zaś kraje zamierza pozostawić twórczości kulturalnej i narracji. Formułując takie stwierdzenia nie tylko sugeruje, czym i gdzie powinniśmy się zajmować, ale również każdego postępującego inaczej posądza o brak zdrowego rozsądku. Niech jednak każdy sam sobie odpowie, co jest dla niego dobre i rozsądne. Niech lepiej nie robi tego ten Król Dreamlandu, który już nieraz udowodnił brak rozsądku.

Warto w tym miejscu zwrócić jeszcze uwagę na używane przez Króla pojęcia, mające niebagatelne znaczenie w jego planach względem krajów federacji. Podkreślając wcześniej, że ustrój federacyjny jest absurdalny i stanowi zaprzeczenie dobrych zmian, monarcha pisze następnie o „centrali” (nie federacji) i o „krajach” (a nie krajach federacji). Świadczy to niezbicie, że w najbliższym czasie będziemy mieli do czynienia z próbą przekształcenia Królestwa Dreamlandu w państwo unitarne, w którym kraje będą samorządne, ale nie autonomiczne. Będzie to oznaczało likwidację Unii Saudadzkiej i Królestwa Scholandii w znanych nam dzisiaj postaciach. Utracą one wszystkie swoje władze i prerogatywy, przeistaczając się w samorządy, które z swojej natury stanowią wyłącznie organizacje uzupełniające działanie władz państwowych – oczywiście centralnych.

Czas walki o prawa krajów federacji

Król, który wyśmiewa tradycyjny ustrój Królestwa, postrzega go jako barierę rozwojową, „przeszkodę”, z całą pewnością chce mieć pełniejszą, a może nawet totalną kontrolę nad całym krajem – wszystkimi szczeblami władzy i administracji, nie dopuszczając do sytuacji, aby cokolwiek w Królestwie szło nie po jego myśli. Taki Król chce stać się wodzem, ale nie przywódcą. Chce stać się tyranem, a nie ojcem narodu. W takich okolicznościach, gdy znane są już jego zamiary, kraje federacji i ich mieszkańcy powinny podjąć się czynnego oporu przed nadchodzącymi zmianami, aby za jakiś czas nie obudzić się w państwie totalnym o strukturze piramidy. Słowo „federacja” pochodzi od łacińskiego fœderatio, co znaczy przymierze. W duchu takiego czy innego przymierza powinien być tworzony braterski Dreamland – związek krajów federacji i związek pojedynczych ludzi. Nie pozwólmy, by związek ten został zamieniony w jedną zwartą masę według szablonu Domeny Królewskiej.