Cel nie uświęca środków

Koronację Roberta II Fryderyka obchodziliśmy hucznie. 26 stycznia 2018 roku zostanie zapamiętany jednak nie przez to, że na skronie kolejnego króla włożono koronę Dreamlandu, ale przez to, jak brutalną walkę polityczną o dalszy los tej korony przybrał spór między monarchą a jednym z błaznów Dreamlandu – Jezusem Ipanienką, wspieranym przez Premiera Torkana Ingawaara. Przebieg wypadków wszyscy doskonale znają, a i dzięki królowi można się z nimi zapoznać w jego wystąpieniu uzasadniającym podjęcie przez niego radykalnych kroków wobec nieszczęśliwego Ipanienki. Skutek tej awantury ma być taki: usunięcie Roberta II Fryderyka z tronu przez Sąd Królestwa za złamanie ustawy o forum dyskusyjnym. Do złamania prawa, i w dodatku w tak czułym miejscu, jakim są prawa człowieka, przez pierwszą osobę w państwie rzeczywiście doszło, stąd można przypuszczać, że Sąd Królestwa nie miałby zatem większych wątpliwości, jaki wyrok w tej sprawie wydać. Problem w doprowadzeniu króla przed jego oblicze jest tylko jeden: Parlament Królewski. Wpierw jedna trzecia jego składu, a następnie trzy piąte musi poprzeć akt oskarżenia władcy, którego przygotowanie zapowiedział Premier Ingawaar. Gdyby dostateczna większość deputowanych poparła ten akt, Robert II Fryderyk może szybko pożegnać się z koroną, która nie zdążyła jeszcze ułożyć mu się dobrze na głowie.

Powiem jednak już dziś, że ja nie znajdę się w gronie tych deputowanych. Jednym z wielu moich celów politycznych jest odsunięcie Roberta II Fryderyka od władzy i jego deportacja do kraju macierzystego za wielką wodą na wschodzie. Jest to więc cel tożsamy z tym, który przyświeca Jezusowi Ipanience oraz Torkanowi Ingawaarowi. W przeciwieństwie jednak do nich ma dla mnie duże znaczenie to, jak do tego dojdzie. Sposób, który (zupełnie przypadkowo) znalazł na króla Dreamlandu wandejski zabawiaka, całkowicie odstaje od środków, które można przedsiębrać przeciw królowi Dreamlandu nie ocierając się o łamanie prawa. Takim zachowaniem było działanie czerwonego błazna. Niestety temperamenty obu walczących w tym konflikcie sprawiły, że na celowniku sympatyków obu stron znaleźli się zarówno Ipanienko (jego sprawa jest już w prokuraturze) oraz król (jego sprawa trafi do Parlamentu). Sam ten fakt powinien dać deputowanym do myślenia – skoro obydwu podejrzewa się o złamanie prawa, to najwidoczniej nikt z tej bijatyki nie wyszedł bez skazy.

Prowodyrem zajścia był jednak Ipanienko – człowiek bez kręgosłupa moralnego, którego publiczna aktywność daleka jest od normalnego i zdrowego obcowania z innymi dyskutantami. Wszystkim środowiskom politycznym ulokowanym bliżej lub dalej na prawo od Komunistycznej Partii Dreamlandu mniej lub bardziej zależy na tym, aby Jezus Ipanienko podzielił los Arkadiusza Karbiaka. I nie z złośliwości czy nienawiści, ale w poczuciu potrzeby unormowania debaty publicznej i nadania jej bardziej cywilizowanych standardów. Czyn tego Wandejczyka, chociaż w oczach samego sprawcy, może być happeningiem, de facto podważa zaufanie wszystkich do wszystkich w zakresie nadużywania posiadanych uprawnień, gdyż dotąd, nawet gdy ktoś posiadał uprawnienia, do posługiwania się którymi nie miał mandatu, to ich nie używał. A trzeba też wyraźnie powiedzieć, że na tak rozbudowanych forach internetowych jak nasze, z licznymi działami i statusami użytkowników, nawet osobom o dłuższym stażu obywatelskim od Roberta II Fryderyka, zdarza się przeoczyć występowanie pewnych nieuprawnionych dostępów. Znam co najmniej kilka takich sytuacji z przeszłości. Nie znam jednak ani jednego przypadku, gdy ktoś dysponujący takimi uprawnieniami dewastował daną część forum, aby pozbyć się kogoś z życia publicznego. To tak, jakby gospodarz swojego domu zostawił w nim drzwi otwarte na oścież i zapomniał o tym. To, że są one szeroko otwarte i każdy może do tego domu wejść i go okraść, wcale nie oznacza, że tak trzeba zrobić.

Robert II Fryderyk nie jest oczywiście bez winy. Jest ona niewspółmiernie większa od winy Jezusa Ipanienki, gdyż zachowanie naszego panującego było nieadekwatne do czynu. Wystarczyło przecież publicznie napiętnować sprawcę, złożyć zawiadomienie do prokuratury oraz odebrać mu uprawnienia moderacyjne. Tymczasem doszło do nielegalnego bana. Koszty tej akcji mogą być dla króla ogromne, ale, jak wspomniałem, nie jestem za tym, by je teraz i za ten czyn poniósł. Jako liberał opowiadam się za tym, by każdy mógł bronić siebie i miejsca, za które odpowiada lub które do niego należy, w taki sposób, aby zneutralizować działanie kogoś, kto na te dobra dokonuje zamachu. Gdyby więc ktoś wkradł się do otwartego domu gospodarza powinien liczyć się z tym, że zostanie w nim pozbawiony życia. Fakt, że gospodarz działa pod wpływem wzburzenia, w silnych emocjach, nie powinien być okolicznością go obciążającą, ale usprawiedliwiającą. Król jest jednym z dwóch organów, które odpowiadają za porządek i hermetyczność, nienaruszalność działu ogłoszeń urzędowych, który to stanowi ekstrakt naszej państwowości – folder naszych woli politycznych. Dlatego więc dział ten powinien znajdować się pod szczególną ochroną od nadużyć i działań podobnych do tego, którego podjął się Ipanienko.

Słuszny był więc cel, który przyświecał królowi. Niesłuszne były tylko środki jego realizacji, na szczęście odwracalne. Haniebne zachowanie (jak napisałem na forum w reakcji na sobotnie wydarzenia) dwóch buców, którzy wzięli się za łby, nie powinno dawać nam wszystkim do zrozumienia, że i my powinniśmy do nich dołączyć w brudnej walce. Przecież może być ona prowadzona w sposób o wiele bardziej elegancki. Każdy z nas, gdy zrobi w swojej zapalczywości o jeden krok za dużo do przodu, natychmiast powinien poczuwać się do wycofania dwa kroki do tyłu. W sprawie możliwego oskarżenia Roberta II Fryderyka w związku z tą paskudną awanturą ja właśnie tak zrobię.