Lepszy Alfons niż Alfred. Poważnie

Doczekaliśmy się. Po szumnych zapowiedziach i wywoływaniu do tablicy, William Oxlade-Chamberlain, ogłosił zamiar założenia nowej partii politycznej, o dźwięcznym skrócie nazwy: ALF, czyli Alternatywa Liberalna Fasadowo. Oprócz Chamberlaina do partii wejdzie, a jakże, skompromitowany Alfred, który wskazywany jest przez tego pierwszego na intelektualne guru nowego środowiska. Już tylko to skazuje tę inicjatywę na niepowodzenie, ale warto przyjrzeć się jej bliżej.

Pierwszym wrażeniem, jakie wzbudziła we mnie lektura postu inaugurującego powstanie tej śmiesznej partyjki, było to, że kaufmanizm wraca i zyskuje nowe grono czcicieli. Odnoszę się oczywiście do inicjatywy Angusa Kaufmana, który tuż po pierwszej komicznej abdykacji Alfreda latem 2017 roku próbował sformować Partię Alfonsów, Dziwek i Złodziei. Jego działania były reakcją na zabójczą politykę ciężkiej ręki Alfreda, a program aż kipiał od postulatów liberalizacji życia i debaty publicznej, można rzecz, od likwidacji policji po publiczne szerzenie różnych dewiacji. Szerszego poklasku jednak nie zyskał. Angus Kaufman słynął z podobnych przedsięwzięć – szokował, kreował, burzył mury, kuł dreamlandzki beton. Zawsze było wiadomo, czym mniej więcej będą jego przedsięwzięcia i jakie będą jego wypowiedzi, przez co zbudował wizerunek pozytywnie zakręconego, inteligentnego i wiarygodnego wariata. Trudno pozytywne zakręcenie i wiarygodność przypisać twórcom ALFa.

Stąd pomyślałem sobie ostatecznie: nie, ALF to nie objaw kaufmanizmu, to jego karykatura. Niby też jest śmiesznie, ale nikt się nie śmieje. Niby poważni do tej pory, ale skończeni i wypaleni politycy, postanowili troszkę pośmieszkować i powyginać swoje idee, ubrać je na lewą stronę i spróbować sprzedać publice, ale uzyskany efekt jest raczej żałosny. Do tego te biedne chojraki już któryś (Chamberlain trzeci, a Alfred drugi) raz próbują założyć coś trwałego, co, jak pisze były premier z niedemokratycznego nadania, ma przełamać duopol KPD-KPA. Wiele można mówić o dreamlandzkich partiach komunistów i konserwatystów, ale na pewno nie można im zarzucić konsekwencji w działaniu. W tym roku oba ugrupowania obchodzić będą trzecią rocznicę swojego powstania. Nie ma widoków na to, aby w dającej się przewidzieć przyszłości, miały one zakończyć swoje istnienie. I do nich sadzi się ALF? Cóż…

No ale dobrze. ALF musiał w końcu powstać nie tylko po to, by wywoływać drwiny. Ma w końcu jakiś program, co prawda skąpy, ale mocno zarysowany i ogniskujący się na dwóch zagadnieniach: postalfredyzmie refleksyjnym i afrosocjalizmie dreamlandzkim. Co kryje się za tymi neologizmami?

Bądźmy uczciwsi i nie posługujmy się tylko obrazkami. Najpierw pochylmy się nad negatywnymi stronami ALFa. Alfred i Oxlade-Chamberlain chcą budowy państwa policyjnego, które będzie w stanie poskromić rozwydrzony tłum, choćby miałoby się to wiązać z czystkami (być może daleko posuniętymi). Obaj pokazali już na co ich stać w tym zakresie. I w sumie nic dziwnego, że kojarzymy ich głównie z opresyjnymi praktykami kontroli zachowań obywateli. Do tego postulują wprowadzenie daleko posuniętego interwencjonizmu państwowego i socjalizmu (jednostki wyróżniające się mają być pacyfikowane, aby zbytnio nie urosły w siłę i nie zagrażały reżimowi) opartego o monitoring i kontrolę poczynań jednostek, które w swojej głupocie mogą sobie przecież robić krzywdę. Stąd wymagają nieustannego dozoru i opieki. Z pozytywów widać tylko chęć ugruntowania zasady państwa prawa. Skromnie? Jak dla alfistów wystarczająco.

Ten niebogaty i pokraczny twór polityczny prawdopodobnie skończy tak samo, jak jego poprzedniki: niegdysiejsza „partia liberalna” Chamberlaina (która była wyłącznie pomysłem) i późniejsza partia republikańska Alfreda i Chamberlaina. Społeczeństwo będzie patrzeć na tę organizację z politowaniem, gdyż na eksperymentowanie z wdrażaniem jej chorych wizji niespecjalnie może sobie pozwolić. Wszak o utworzeniu nowożytnego państwa niewolniczego normalny Dreamlandczyk raczej nie marzy, wyżej ceniąc sobie osobistą wolność niż rozbudowane narzędzia kontroli, nacisku i cenzury.