W poszukiwaniu złotego środka – rozmowa z Księciem Helmutem Pohlem

Z Jego Książęcą Mością Helmutem Pohlem, Księciem Furlandii i Luindoru rozmawia Daniel von Witt.


Helmut Pohl, Książę Furlandii i Luindoru

Na wstępie naszej rozmowy pragnę raz jeszcze pogratulować Waszej Książęcej Mości objęcia panowania w Furlandii i Luindorze. Jeszcze nieco ponad 2 tygodnie temu twierdził Pan w dyskusji z Stedem Asketilem, że, cytuję „zasiadywanie na Unijnym tronie kłóci się z moją naturą i mnie na dłuższą metę nie interesuje”. Co się więc zmieniło i pchnęło WXM, by zyskać poparcie całej Unii?

Ponownie dziękuję za gratulacje.

Chyba głównym powodem mojej początkowej niechęci to zasiadania na tronie była atmosfera kukułczego jaja, która udzieliła się bodaj wszystkim Unitom jeszcze w czasie elekcji z sierpnia 2018. Będąc Księciem stajesz na świeczniku i oczekuje się od ciebie podjęcia inicjatywy i chyba właśnie ta perspektywa ciągłego stawiania sobie i innym celów tak wielu ludzi przeraża. Na miesiąc przed otwarciem na nowo debaty elekcyjnej, rozmawiałem na ten temat z moimi współpracownikami, ludźmi z niewspółmiernie większym stażem ode mnie tu, w Unii jak i w ogóle w mikronacjach. Ci ludzie uważali siebie za niegodnych sprawowania urzędu Księcia, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że sam temu zadaniu nie podołam. Bez obycia, bez stażu, bez pomysłu na Unię.

W dodatku kusiły perspektywy innych funkcji, które pozostając ciekawymi, nie ciągnęłyby za sobą tak dużej odpowiedzialności. No i co ważne – istotną częścią mojej niechęci do przyjęcia mitry książęcej było moje osobiste zamiłowanie do wolności. Wolności, która pozwala mi w dowolnej chwili rzucić wszystko i pójść tam, gdzie nogi poniosą. Delfin Księstwa nie może sobie na coś takiego pozwolić.

Jeszcze przed otwarciem debaty w procedurze elekcyjnej, napisał do mnie JE Chamberlain z deklaracją wsparcia mojej kandydatury, jeżeli postanowię startować. Podziękowałem mu za ofertę podpierając to takimi samymi argumentami jakie przedstawiłem JE Stedowi Asketilowi. Właściwie wtedy po raz pierwszy na serio pomyślałem o sobie jako o Księciu. Rozpisałem jakiś wstępny zarys tego, czego wymaga się od Dworu Książęcy i powiem szczerze, że mnie to przytłoczyło. Najgorszy był dla mnie ten ciągły pościg za aktywnością. Wymyślanie inicjatyw, które będą ją stymulować.

Tutaj wsparł mnie JE Florian, który kibicował całemu projektowi i wspierał go własnym doświadczeniem – stwierdził, że po prostu trzeba przygotować plan. No więc powiedzmy, że problem pomysłów również udało się przeskoczyć – rozpisałem sobie na kartce kilka ciekawych inicjatyw, które można przeprowadzić angażując obywateli, rozejrzałem się po Księstwie – czego nowego potrzeba, a co można z powodzeniem kontynuować. Zrodził się z tego przepis na kadencję, no i okazało się, że to zarządzanie Księstwem wcale nie jest tak tragiczne, jak się wydawało.

Przez ten czas, który poświęciłem na przygotowania, do elekcji stanął jedynie Chamberlain, który jeszcze przed jej rozpisaniem wiedział, że może mieć problemy z uzyskaniem większości głosów. Uznałem, że to może być jedyna okazja na uzyskanie przeze mnie realnego poparcia, bo Unici zdawali się być już zmęczeni tą pustką na tronie z podtekstem politycznym i zagłosowaliby tak, aby wydostać Furlandię i Luindor z impasu, stąd też wystawiłem moją kandydaturę. Tak więc moją zmianę decyzji widzę jako splot szczęśliwych przypadków i wsparcia innych ludzi.

Czyli nie taki diabeł straszny, jak go malują. Od przywódców niestety wymaga się mrowczej pracy, jednak śledząc Wasze działania widać, że nie ma WXM z nią problemów. Więc czy jest się czego lub kogo bać? Czy dostrzega Książę jakieś szczególnie trudne wyzwania dla siebie i Unii?

Wydaje mi się, że największymi wrogami Unii są nuda i rutyna, to właśnie ich trzeba obawiać się najbardziej, bo czyhają tuż za rogiem. Bez inicjatyw Unia zamarźnie i wyludni się. Oczywiście, dalej będziemy mogli się pochwalić pięknymi stronami miast, pokaźną historią czy obecnością na mapie ale to nie to tak naprawdę tworzy Furlandię i Luindor, Dreamland czy mikronacje w ogóle.

„Naszą siłą są ludzie”, bez nich, bez ich wkładu i aktywności będziemy tylko pomnikiem wielu lat pisania tekstu i wklejania zdjęć. Tego właśnie się boję, przegranej w wyścigu o zainteresowanie wśród nowych i byłych mieszkańców. Przykładów konsekwencji nie trzeba daleko szukać – Scholandia wypadła ze stawki, ruch zamarł, a jej obywatele rozeszli się. Naturalnie, to jest scenariusz atomowy, nasza sytuacja, jako Unii jest nieco lepsza, bo ciągle mamy pewną bazę aktywnych obywateli-weteranów, którzy wiosłują. Lepiej lub gorzej. Tylko, że to nie przyniesie nam wzrostu aktywności, a długofalowo spowolni jedynie nasz upadek.

O ile dobrze pamiętam to ostatnim mieszkańcem, który osiedlił się w Dreamlandzkim mieście, akceptując w pełni jego narrację taką, jaka była, był JE Piotr Harniakiewicz z Hipsterdorfu prawie pół roku temu. Jest to chyba jedyne w KD miasto w którym posiadanie domu, mieszkania czy beczki jest równoznaczne z ironicznym podejściem do samej koncepcji miasta mikronacyjnego, jego ulice witają paleniem kukieł królów, woonerfami i klubem homochrześcijańskim, a mecze gra tam grubymi nićmi szyta parodia Legii Warszawy. Można z takiej decyzji wyciągnąć co najmniej dwa wnioski: po pierwsze – dotychczasowa koncepcja miasta nie bawi nowych Dreamlandczyków, po drugie: najlepiej sprzedaje się tania sensacja okraszona nutką stąpania po granicy. Musimy pomyśleć o formule, która przyciągnie młodych, nie zniechęcając starych, będzie solidną i angażującą przeciwwagą dla ironicznego pisania o rzeczach tabu. Po prostu swoiste „poszukiwania złotego środka”. To jest myślę największe wyzwanie dla mnie i dla Unii.

Stettin, Chamberlain, Asketil. Czy któryś z nich może spodziewać się jakichś propozycji od WXM? W jakich rolach w Unii WXM by ich widział?

Oczywiście, nie ukrywam, że JE Stettin jest z pośród tej trójki moim najbliższym współpracownikiem. Najchętniej widziałbym go w roli Marszałka Książęcego, bo z pewnością posiada odpowiednie kompetencje i znajduje się w kręgu najbardziej zaufanych osób, pozostaje pytanie czy on sam miałby czas i ochotę przyjąć tę funkcję. JE Chamberlain i JE Asketil, obydwaj bardzo dobrze znający realia mikronacji, świetni gracze polityczni… Może trzeba by było specjalnie dla nich odkurzyć urzędy komesów Furlandii i Luindoru? Może stworzyłoby to atmosferę konkurencji i zachęciło do aktywności w miastach? Musiałbym się jeszcze zastanowić nad tą koncepcją ale jestem zdania, że istotnie, szkoda by było jeżeli zapał JE Chamberlaina i JE Asketila miał pójść na straty.

Rodo było dotychczas dla Was oczkiem w głowie. Co będzie z nim dalej?

Przyznam szczerze, że ciągle nie wiem jeszcze jaki będzie ostateczny los Rodo. Obecnie jest z nim związany pewien projekt, nad którym pracuję i który światło dzienne powinien ujrzeć już na wiosnę. Liczę się z tym, że w przypadku powodzenia tego projektu, Rodo na stałe zapisze się w umysłach Unitów, a być może i Dreamlandczyków, jako ważny punkt na mapie Unii i będzie mogło funkcjonować poniekąd bez pomocy narratora. Na dzień dzisiejszy, jako Książę Furlandii i Luindoru muszę dywersyfikować moje wysiłki na całą prowincję, Agendart, Buuren, Saudade to są także miasta znajdujące się pod moją opieką i domagające się uwagi, więc nie mogę sobie pozwolić na dalsze prowadzenie Rodo w takim stopniu w jakim działo się to dotychczas… ale na pewno będę wpadał na wakacje.

Największe kontrowersje podczas elekcji wzbudzała sprawa homagium, które jest symbolicznym i prawnym podporządkowaniem się Księcia i Księstwa zwierzchniej władzy Króla Dreamlandu. Tym jest Robert II Fryderyk, który spowodował duży rozłam w społeczeństwie. Jakiej współpracy między Dworem Waszej Książęcej Mości a Dworem Jego Królewskiej Mości możemy się spodziewać, przynajmniej od strony Waszych oczekiwań i życzeń?

Liczę na normalną współpracę, tak jak wielokrotnie mówiłem wcześniej, animozje wokół osoby króla niezbyt mnie interesują. Nie planuję stawać okoniem w kwestiach Król-Unia, co nie znaczy, że będę wspierać JKM w walce z rządem. Bo przecież faworyzując jedną ze stron konfliktu wypowiemy wojnę drugiej. W dodatku, gdybym już wybrał, to wybrałbym nie tylko za siebie – ale za kraj, który reprezentuję i za ludzi, którzy w nim mieszkają. Potencjalne reperkusje także mogłyby uderzyć nie tylko we mnie. Unia, jako samorząd ma już wystarczająco dużo własnych problemów, więc nie widzę sensu w dokładaniu sobie na talerz polityki centralnej.

Chłodna neutralność i nie wciąganie Furlandii i Luindoru w ten niesmaczny konflikt jest tu priorytetem.

Konstytucja daje każdemu Księciu Unii Saudadzkiej przywilej założenia dynastii, która mogłaby rządzić tutaj przez lata. Czy to dla Was atrakcyjna wizja? Myśleliście o założeniu swojej rodziny?

Na ten moment zakładanie dynastii wydaje mi się być nieco abstrakcyjne, nie wiem, muszę chyba dojrzeć do podjęcia tej decyzji. Ale furtki nie zamykam, kto wie, być może pewnego dnia zdecyduję się włączyć kogoś do rodziny by z czasem przekazać mu pełnię władzy.

Czy władza kusi?

Powiedziałbym, że to zależy – czy czuję napływ pozytywnej energii związanej z nowymi możliwościami? Oczywiście. W momencie w którym dowiedziałem się, że wybór mojej kandydatury jest poniekąd przesądzony od razu nabrałem chęci i z miejsca wymyśliłem kilka inicjatyw, które chciałbym przeprowadzić. Władza daje większe możliwości, więc pod tym względem faktycznie – niesamowicie kusi. Książę jest takim sternikiem z dość dużym sterem, który może wyraźnie zmieniać kurs jachtu, co nie zmienia faktu, że pod wiatr nie popłynie. Wiatr, którym jest Rada, którym są Unici. Trzeba zawsze mieć z tyłu głowy, że trzeba tą pokusę ujarzmić, bo nie są to możliwości bezgraniczne.

Czy kusi mnie blichtr i tytulatura związana z władzą? Niekoniecznie, uważam to za część image’u Księcia i Księstwa ale nie budzi to we mnie większych emocji. To po prostu nie są klimaty Pohla, którego chciałem.

To jeszcze ostatnie pytanie. Czemu Wasza Książęca Mość chce to wszystko, co robi i na co ma plany, robić akurat w Królestwie Dreamlandu? Czemu tutaj, a nie gdzie indziej?

Szczerze powiedziawszy nie wiem czemu tu trafiłem, nie pamiętam już co tak magnetyzowało w Dreamlandzie. Na pewno imponuje on swoją długowiecznością, tutejsza scena polityczna widzi ciągłe wzloty i upadki najróżniejszych osób. To daje możliwości, bo pojawia się dużo zmiennych, ciężko mówić o czymś jako stałym i niezmiennym. Czy gdybym realizował się w Sarmacji to również przyzwolono mi by na tak wiele w tak krótkim czasie?

Z drugiej strony od czasów RWŚu nie przepadam za rozwiniętymi systemami gospodarczymi, czuję się bezpieczniej działając w pełni na forum. Może ten słynny dreamlandzki neoprymitywizm wcale nie jest taki zły?

No i wreszcie ludzie. Trudno na jednym forum o taką mieszankę różnych podejść do tej samej rzeczy i nie wiem czy Dreamland bez ciągłej osi konfliktu byłby tak wciągający. Walka na poziomie federalnym i walka na poziomie samorządowym, nierzadko do pierwszej krwi. Jest o czym pisać, nie trzeba ograniczać się do postów „pracuję” czy „buduję”.

Od pewnego czasu znowu rośnie u nas aktywność, pojawiają się nowi obywatele, starzy wracają, jestem ciekaw jaki będą mieli wpływ na dalsze losy projektu pod tytułem Unia Saudadzka.

Dziękuję za rozmowę.

Również dziękuję za rozmowę.